sobota, 7 marca 2015

Opowiadanie cz.32 - 2

Tej nocy nie zmrużyła oka. Myślała  o tym jak się wygłupiła, o samotności, o uczuciu porażki.-Nie zdołałam się nawet zemścić...-Wpatrując się w zielone światło budzika,który powoli odmierzał nie przespane godziny, rozmyślała o miłości.
Miłość jest dziwna. Niekiedy wydaje się czymś niebywale trudnym, a potem okazuje się że to jest jedno z podstawowych uczuć. Prawie zawsze zaskakuje się gdy najmniej się tego spodziewasz- niczym kwiat wyrastający po środku pola. Niespodziewanie zakochujemy się i szczęście przychodzi do nas znienacka. Jest to intymne uczucie, które rośnie w nas w zaskakującym tempie, przechodzi przez różne fazy intensywności. Czasami zdarza się cud i miłość jest odwzajemniona...  *

-Pora wstawać! Poranek zawitał! Dzień z taką pogodą...Marzenie!-Do ciemnego pokoju Consalidy weszła Woźnicka, odsłaniając rolety, na co Consalida zareagowała zakrywając głowę poduszką.-Zachowujesz się jak Barnabas Collins.** -Zdjęła Wiktorii poduszkę z głowy.-Masz dziś wolne i ja też, więc pomyślałam że małe, duże zakupy dobrze nam zrobią, co ty na to? 
-A właściwie...Czemu nie? Daj mi 15 minut zaraz do Ciebie zejdę.-Powiedziała po czym uśmiechnęła się ironicznie. 
-A jeśli nie to się tu wrócę. - Żółciała Wiktorii poduszkę.
-Ok. -Powiedziała po czym znów wróciła pod kołdrę, po upływie 3 minut zdecydowała że zakupy to jednak dobry pomysł, wyszła z pod kołdry, po czym otworzyła szafę która zaczęła świecić pustkami. -Zakupy to nie dobry, lecz bardzo dobry pomysł. -Uśmiechnęła się do siebie.-Koniec z dołowaniem się. Muszę uzupełnić swoją szafę.
-Wiki! Nie śpisz, prawda? -Usłyszała podekscytowany głos Woźnickiej.

-Nie śpię! -Ubrała niebieską obcisłą białą bluzkę, jeansy oraz najwyższe czarne szpilki jakie posiadała.-I... brakuje...-Ubrała czarną skórzaną kurtkę. -Idealnie...-Powiedziała do lusterka. 
-No no... ! -Do pokoju wpadła Woźnicka. -Wypadało żebyś coś zjadła, schudłaś. 
-Nie jestem głodna, mogłabyś przynieś moją kosmetyczkę. 
- Do usług Mrs. Ideal 
-Idź już idź ! -Zaśmiała się lecz gdy tylko Agata wyszła z pokoju poczuła pustkę, samotność. 

Nałożyła delikatny makijaż, przede wszystkim maskującym podkrążone oczy, jak przed każdym wyjściem spryskała się perfumami Chanel N*5.
Przejrzała się z zadowoleniem w lustrze.-Możemy iść.-Włożyła na nos duże okulary przeciwsłoneczne, rozpuściła włosy, złapała torebkę od Michaela Korsa, najlepszą i najdroższą jaką kiedykolwiek miała i wyszła. 

-Idziemy do Arkadii? -Starała się przerwać krępującą ciszę Woźnicka. 
-Tak. Może zacznijmy od Intimissimi? 
-Ok. Muszę sobie kupić bardzo czerwoną szminkę...
-Bardzo czerwoną....-Powtórzyła.-Nie lepiej pasowała by ci różowa?
-Nie o to chodzi. Przeczytałam w gazecie że czerwień na ustach dodaje odwagi, pewności siebie i na dodatek faceci na to lecą. 
-To ja też sobie kupię. -Zaśmiała się Consalida.
-O boże! - Woźnicka zatrzymała się  przy wielkiej wystawie zdjęć Marilyn Monroe.-Muszę ją mieć!-Wskazała na białą powiewną suknię wiszącą obok zdjęcia Monroe.-Będzie pasować do czerwonej szminki. - 500 złoty. Wiki tylko 500 zł! Idę ją kupić chodź.-Pociągnęła za sobą Wiktorię i 2 minuty później szczęśliwa Woźnicka oglądała się już za butami pasującymi i do sukni i do szminki. 
-Agata przesadzasz z tą Monroe. -Jęczała Consalida na Woźnicką która od jakiegoś czasu szalała za Marilyn, kupowała jej zdjęcia, kupowała białe zwiewne sukienki, czerwone szminki.
-Ja? No może troszkę... Ale musisz przyznać że ty przesadzasz troszkę z Coco Chanel. 
-No to obie przesadzamy.-Uśmiechnęła się czarująco. -Mała czarna... *** Muszę ją mieć! 





* Cytat z książki: Aleja Chanel N*5 
** Bohater amerykańskiego horroru komediowego ,, Mroczne Cienie  '' wyreżyserowanego  przez Tima Bartona w roli głównej z Johnnym Deppem.
*** Potoczne określenie krótkiej, nieskomplikowanej, sukienki w kolorze czarnym, spopularyzowanej w latach XX wieku przez projektantkę Coco Chanel. 

czwartek, 5 marca 2015

Opowiadanie cz.31 - 2

Consalida nieustannie sprawdzała telefon w nadziei, że Falkowicz zmieni postępowanie i skruszony stwierdzi,  iż zdał sobie sprawę że nie może bez niej żyć, że to ona jest kobietą, którą pokochał a nie jakaś tam dziwka o ładnej twarzy i talii osy.
Nic z tego grobowa cisza.
Miała nadzieje, że na jego elegancką wille spadnie meteoryt, który obróci w pył wszystkie jego drogie rzeczy. 

Trzeciego dnia od powrotu do hotelu rezydentów oraz powrotu do pracy, zebrała w sobie dość siły aby wygrzebać się z pieleszy i zajrzeć do lustra.- Wyglądam okropnie...-Wskoczyła więc pod prysznic i przez dłuższy czas rozpaczliwie usiłowała zmyć z siebie cały smutek. Miała nadzieje że strumień wody zdoła spłukać wszystkie posępne myśli, rozczarowanie i wszechogarniające cierpienie.
Gdy wyszła z kabiny, jej wzrok padł na białą wagę znajdującą się pod umywalką-odwiecznego wroga. W akcie rozpaczy, kiedy chciała poddać się bólowi aż do granic wytrzymałości, zdecydowała się na użycie tego diabelskiego narzędzia, ponieważ była to świetna praktyka masochistyczna. 

Weszła na wagę niczym skazaniec na szubienicę i...niespodzianka! Zrzuciła kilogram! Na jej ustach pojawił się uśmiech -w końcu jakaś dobra wiadomość. Wystarczyły trzy dni łez i głodówki, przerywane ciasteczkiem, aby schudnąć  cały kilogram. To był aspekt miłosnych cierpień, którego nie wzięła pod uwagę. 
Ponownie przejrzała się w lustrze, podkrążone i opuchnięte od łez oczy, poszarzała skóra, smutny wzrok. Nie jest łatwo zapomnieć i zacząć wszystko od nowa, ale mogło się udać. -Koniec z udawaniem silnej kobiety... Nadszedł czas żeby się nią stać.
Wskoczyła w szlafrok z łazienki i podbiegła do pokoju. 



-Musisz znów zacząć żyć, wychodzić, poznawać nowych ludzi.-Powtarzała Woźnicka chodź jeszcze kilka dni temu to ona była pocieszana, liczyła ona że prędzej czy później Consalida zdecyduje się na walkę ze skutkami choroby zwanej złamanym sercem. 
Kolejny tydzień Consalida wypełniała tylko papiery. Poza tym wysprzątała cały hotel rezydentów, odbyła liczne wyprawy do supermarketu, w celu zakupienia niezbędnych środków czystości, następnie wybrała się do Ikei aby zdobyć brakujące elementy wyposażenia domu, bez których nie można funkcjonować (Świeczki o zapachu wanilii, biało-czarne zdjęcie Coco Chanel, kolorowy pocieszający, wręcz przesłodki obrazek na ścianę, kieliszki do wina). Ponadto spędzała długie wieczory spędzała długie wieczory w towarzystwie Agaty, która do białego rana wysłuchiwała moich żalów. 
W łazience, w pobliżu pudełka, w którym trzymała biżuterie, zawiesiła wspomniane wcześniej zdjęcie Coco Chanel i raz na jakiś czas zerkała na nią w nadziei że udzieli jej wskazówek. Ona jednak, w swoim fantastycznym, nieodłącznym kapelusiku na głowie postanowiła, przyglądać mi się w milczeniu.
Wyszukiwała sobie zajęcia żeby tylko o nim nie myśleć; unikała go. 

-Chciałabym ci jakoś pomóc. Mam wrażenie że zaczynasz popadać w obsesję.-Powiedziała Woźnicka zatroskana. 
-Kiedyś, kiedy moje serce było jeszcze w jednym kawałku i funkcjonowało jak trzeba, aby dojść z punktu A do punktu B, wybierałam najkrótszą trasę, w linii prostej. Docierałam do celu bez problemu, idąc krokiem pewnym. Od kiedy mnie wykorzystał...-Zająknęła się.- Chodzę zygzakiem, omijam wszystkie drogi w których mogłabym go spotkać. 
-Nie jestem w stanie patrzeć jak się męczysz...
- Tylko jedna myśl trzyma mnie przy życiu: że <Falkowicz> wyhoduje brzuch piwny, wyłysieje i nie będzie mógł mieć dzieci.
-No cóż to zawsze coś.-Wzruszyła ramionami.-Ale i tak mało...
-Ale jeśli on nie wyhoduje piwnego brzucha itp. to błagam cie boże o meteoryt.-dodała w myślach Consalida. -Uważam siebie za osobę dość racjonalną. -Zaczęła, znów po chwili milczenia.-Wierzę w przesądy, tak na wszelki wypadek... jak by się sprawdzały...-Zająknęła się.-Obchodzę się ostrożnie z lustrami, nie przechodzę pod drabiną, odpukuje w niemalowane a przede wszystkim unikam czarnych kotów. 
-Wiki! Przecież nie pieprz głupio! Zobacz: Z lustrami ostrożnie obchodzi  się każdy! To logiczne, drabina może się przewrócić i masz uczelnie na sierść... A nawet ja odpukuje w nie malowane. 
-Nawet ty? Agata jeszcze tydzień temu byłaś u wróżki! 
-Tydzień temu. -Napomniała ją. 
-Wczoraj wieczorem dzwoniłaś do wróżbity Macieja.A teraz mi wypominasz uczulenia i mówisz że przesądy się nie spełniają? Przecież ktoś musiał to wymyślić... 
-Wiki, zdaje sobie sprawę że te przesądy, że te wszystkie nawyki, tak jak i czytanie horoskopu, który i ja czytam a w zasadzie nie wierze, nie mają żadnego sensu. Ale podświadomie jestem, ty też, przekonana, że nawet jak coś takiego jak pech nie istnieje, lepiej mieć się na baczności. 
-Może i masz rację. A teraz do szpitala. -Powiedziała entuzjastycznie Consalida, mając nadzieje że Falkowicz dziś nie pracuje albo skruszony będzie ją przepraszał. 

Powracam do żywych :* Jaki humor takie opowiadanie, liczę na komentarze. 

czwartek, 19 lutego 2015

Opowiadanie cz.30 - 2

* Dom Miller*
Consalida obudziła się ze strasznym bólem głowy oraz kości. (To nie był kac) Spała na desce, zwanej łóżkiem, o długości 1,5 metra. Tak strasznie tęskniła za miękkim łóżkiem u Falkowicza. Na dodatek pokój, który przydzieliła jej Klaudia służył niegdyś za strych, do o koła łóżka leżały kartony wypełnione ubraniami, książkami, starymi opakowaniami po jedzeniu, kosmetykach, zabawkami...Pokryte były grubą warstwą kurzu. W pokoju znajdowało się także malutkie okienko zasłonięte fioletowo-szarą od kurzu zasłoną. Przez brudną szybę okna widać było okoliczny dom publiczny. Zajrzała na niego pół okiem i w tle zauważyła białe BMW, natychmiast usiadła na ,,łóżku'' i przetarła brudne okno. Do auta weszły dwie kobiety a Wiktoria natychmiast wyjęła telewizor i wykręciła numer do Falkowicza, odpowiedziała jej sekretarka. - Fuck... Dziwkarz...  Wykorzystał mnie! - Samotna łza spłynęła jej po policzku a ona wstała, spakowała się i zeszła na duł- Dzięki, za mieszkanie ja już mogę wracać.- Syknęła.
-Spoko, spoko. Ale jakbyś mogła za nocleg zapłacić... - Jęknęła Miller. 
- Po wypłacie. 
-A stało się coś bo tak trochę zamieszałaś... 
-Nie.- Wyszła uderzając drzwiami. 

-Consalida spokój, masz dyżur... Nie możesz go zawalić... -Karciła się w myślach.-Spokój...
-Pani doktor, pacjentka. - z przemyśleń wyrwała ją pielęgniarka Ania.
-Idę. - Powiedziała i skierowała się na izbę przyjęć... - Dzień dobry.
-Jak dla kogo.- Jęknęła. 
-Oj uwierz dla mnie nie... Cholerni faceci. 
-Nie ma czym się przejmować... Faceci nie są tego warci, uśmiech! Wszystkie pani grają w jednej barwie! Reprezentuj nas skarbie, nie zmarnuj swojej szansy*. -Uśmiechnęła się.
-Widzę że ty też słuchasz Wdowy. -Uśmiechnęła się się i spojrzała w karty po czym przeczytała na głos- Małgorzata  Jaworska... Om Wdowa! 
-Wdowa. -Uśmiechnęła się. - Miło że mnie słuchasz ale teraz się mną zajmij. 
-Nic ci nie będzie... to tylko złamanie ale domyślam się jak boli.
-Kim był? 
-Profesor, pracuje tu. Myśli że wszystko mu wolno. 
-Nie przejmuj się! Każdy człowiek jest osobą nie zależną!-Uśmiechnęła się.- Taki mocny że aż woła pomsty! * - Zanuciła.
-Na białe flagi nie ma takiej opcji ! - Dokończyła Consalida.
-No i brawo skarbie a teraz się mną zajmij. 

-Tak przepraszam, zazwyczaj nie jestem taka skołowana. Pani Aniu proszę zawołać doktora Konicę. 
-Masz. - Mrugnęła i podała Wiktorii swój numer telefonu. -Nie podawaj nikomu. 
-Tak jest. 
- No i uśmiech! A jak on się nazywa? 
-Falkowicz... Andrzej Falkowicz. 
-No daj już spokój... Kochasz go?
-No nie! 
-No to uśmiechnij się! Ty moja prima sort ! 

Falkowicz podążał korytarzem gdy napadła na niego jakaś nieznajoma kobieta.
-Falkowicz?! 
-Zależy do kogo... Profesor Falkowicz. 
- Taką fajną dziewczynę jak Wiktoria zostawić!  jesteś przykładem egoisty!
-My się znamy?-Zapytał spokojnie.

-Nie musimy! Świnia! Egoista! - Krzyknęła Falkowiczowi prosto w twarz i odeszła. 

1*  - WdoWa - Mamacita

2* - WdoWa - Jeśli Wiesz

Dzisiejsza część jest krótka ale postaram się to wszystko naprawić itp. Przepraszam za nieobecność. 

piątek, 30 stycznia 2015

Opowiadanie cz.29 - 2

Consalida leżała na łóżku czytając pierwszą lepszą książkę leżącą w pokoju Oli akurat padło na ,,Jak być idealnym rodzicem'' , czytała by zapomnieć o Falkowiczu za którym tak bardzo tęskniła. Tęskniła za jego dotykiem, zapachem jego perfum, głosem oraz wzrokiem. Consalida kochała jak Falkowicz spoglądał na nią, jak rozbierał ją wzrokiem. Odłożyła książkę na biurko stojące obok łóżka, obróciła się na drugi bok i usłyszała płacz dobiegający z pokoju Woźnickiej. Wstała szybko, założyła szlafrok i wyszła na korytarz, wszyscy spali. Obróciła się, po cichu weszła do pokoju Agaty. To co tam ujrzała zaszokowało ją. U Woźnickiej świeciła się lampka a ona sama klęczała na środku pokoju ze skalpelem w ręce, cięła się. Na jej ręce było już kilka kresek. Ona robiła właśnie kolejną. Płakała. 
-Wiki... - Wyjęczała gdy tylko zobaczyła rudą kobietę w progu.-Ja... Ja już nie umiem. Nie umiem...  To pomaga... ból psychiczny przekłada się teraz w fizyczny, jakbym za mocno.-Ucichła lecz po chwili kontynuowała.-Jakbym...Jakbym.
-Ci... Odłóż to. Chodź do mnie. -Poprosiła spokojnie, chodź ręce drgały jej bardziej jak przy pierwszej operacji, jak nigdy do tą.  
-Wiki, nie... Proszę. Ja będę szczęśliwa, wyjdź z tą nikt cię nie będzie podejrzewał!
-Cicho...-Zabrała Woźnickiej żyletkę, zabandażowała rękę i zaprowadziła do siebie do pokoju.-Agato, wiesz że tak nie można? 
-A jak można?! Straciłaś kiedyś dziecko?!
-Nie, ale to już było. Teraz zacznij wszystko od nowa. Jeszcze kiedyś będziesz miała dziecko, męża, rodzinę dom i psa. 
-Proszę... -Odsłoniła drugą rękę, była czysta.-Jak skończy mi się miejsce to przestane.
-Za kilka lat będziesz żałować, i gdy tylko spojrzysz na rękę wszystko wróci od nowa. 
-Wiki... Przytul... - Wiki posłusznie objęła Woźnicką.
-Nie płacz. Może pojedziemy do Hiszpanii? Słońce...

-Nie. Ja mam szpital obowiązki. Ja tu zostanę, zostań ze mną. 
-Zostanę, zostanę... Nie płacz, Kładź się, jest późno. - Powiedziała ciepło i spokojnie chodź coraz bardziej bała się o Agatę. Widziała na jej twarzy radość a czuła że jest smutna, To wszystko dołowało ją, nie umiała się skupić na niczym nawet gdy operowała myślała co robi Agata...
-Wiki. Przepraszam.
-Nie masz za co mnie przepraszać. - Objęła ją mocniej by Agata poczuła że nie jest sama. 


-Agato, Agato co gotujesz?-Consalida weszła do kuchni i ujrzała tam Agatę, zachowującą się dość normalnie. Robiła śniadanie, nie było widać na niej nie wyspania ani śladów po ,,nocnej akcji''. Wydawała się dziwnie spokojna...
-Em.. jajecznicę. Chcesz? -Wiki skinęła głową.-Okey... Robię też Przemkowi, Adamowi i Borysowi. Nie wiesz może z ilu jajek zrobić? - Zapytała po czym sięgnęła ręką do szafki, rękaw  spadł jej z nadgarstka i zauważyć można że na jej ręce pojawiła się nowa kreska. Kreska była cienka oraz krótka w porównaniu do innych. Agata nie przejęła się tym że Wiki to widziała ściągnęła rękaw z powrotem  i nie wzruszona pytała dalej.-Lubią rzadką czy...?
-Rzadką. - Ucięła krótko Wiktoria.- Znów się cięłaś ? -Zapytała zimno.

-Cicho.-Wysyczała.-Tak, ostatni raz.
-Wiem. Dziś śpisz ze mną, nie będzie już takich numerów. 

-Nie potrzebuję niani . 
-Niani, nie ale psychologa! Agata ! Ty wiesz co robisz? Jesteś dla mnie siostrą ale bez takich wybryków nie możesz się ciąć ! To jest chore i dobre tylko w filmach!
-Wydaje ci się! Cięłaś się kiedyś?! 

-Tak! - Krzyknęła na cały głos i pokazała Woźnickiej blizny na udzie. -Jesteś szczęśliwa?!
-Przepraszam.-Powiedziała tylko i nałożyła jedzenie na talerz.
-Agata, nie możesz ! Jesteś dla nas ważna! Zrozum! 

-Rozumiem, ale ja cierpię, nikt mi nie umie pomóc! 
-Ty nie dasz sobie pomóc ! - Na te słowa Woźnicka wyszła z kuchni.-Przepraszam.-Wyjęczała.
-Adam! - Consalida usłyszała niski głos dobiegający z salonu, był to Falkowicz. 

-Jeszcze jego tu brakowało...- Wysyczała w  myślach.-Adama nie ma, miał nockę będzie za pół godziny. -Powiedziała takim samym tonem jak w myślach. 
-Spokojnie Wiki co jesteś taka poirytowana? Problemy jakieś? -Zapytał cynicznie.
-Nie nie mam żadnych problemów. Jestem tylko ciekawa o co tobie chodzi?! Mam już dosyć tych ciągłych pretensji i docinek! - Wrzasnęła i wybiegła z hotelu rezydentów... Wściekła pobiegła pod dom Klaudii Miler. -Otworzysz!? -Dobijała się do drzwi. 
-Wiki, co ty tu robisz? - Zapytała zaspana.-O nie! Nie idę do pracy.-Próbowała się domyślić nie dając dojść Wiktorii do słowa.-Ani nie mogę zamienić się dyżurami!
-Nie, mogę się u Ciebie zatrzymać? Proszę.-Wyjęczała. 
-No chodź ale rachunki dzielimy na pół.-Wypaliła od razu.
-Dzięki, muszę od tego wszystkiego odpocząć. 
-No nie dziwię się. Słyszałam że Falkowicz ma córkę...
-Słucham?
-No przyszła taka do szpitala twierdzi że jest jego córką, starsza, a nasz profesorek nie zaprzecza...Może prawda... Może nie...-Consalida nic się nie odezwała, minęła Klaudię w progu.
-Ładnie mieszkasz. -Zmieniła temat.-Pójdę po swoje rzeczy wieczorem. 
-Mi to wisi, przynajmniej będę taniej mieszkać. 



Stronka Facebook
Stronka Facebook #2

Komentujcie ! :* 
Ps. Chyba odchodzę nikt i tak nie czyta moich opowiadań <By najmniej ich nie komentuje>

sobota, 24 stycznia 2015

Opowiadanie cz.27 - 2

Od całego incydentu minęły dwa lata... Adam zaczął je w więzieniu za ,,dilerkę życia'', następnie ,,siłą życia jest  Tiger '' i postanowił pobić rekord i nie spać przez dwa lata i żyć na Tigerach, skończyło się na trzech godzinach z Olą opowiadającą o postępach Frani, co określił miksturą na zasypianie  ,, Ola jest jak wełna, babcia i podwojona dawka leków nasennych''. Pokłócił on się także z Borysem o ,,Pierwszą - Osiemdziesiątą - Miłość Życia'' czyli Martę 19 letnią dilerkę. Borys uznał: ,,To mnie nazwała Osiołkiem'' na to Adam ,,OSŁEM OŚLE'' i oboje wylądowali na szyciu... Borysowi także przydarzyło się kilka wpadek na przykład gdy w centrum handlowym była bomba wszedł ,,za czerwoną kreskę śmierci i klęski'' i pewien policjant powiedział spokojnie że ma opuścić teren to postanowił poczekać za nim. Na szczęście bomba okazała się mało groźna i rozrzuciła tylko rzeczy do o koła niej w promieniu 10 metrów na to podszedł bliżej na odległość jakiś 2 metrów od bomby i powiedział ,,WIDŹCIE PATRZCIE! JAKBYM STAŁ TUTAJ TO NUR W MUR CZEREP CHLAS I MÓZG NA ŚCIANIE'' Policja natychmiast wzięła go z miejsca zdarzenia. Następnie przyjechała do niego mama i przedstawił Olę jako swoją narzeczoną a Franie jako swoje dziecko. Na szczęście nie było Przemka w domu bo na pewno dostał by szału. Mama Borysa była to ,,Stara gruba emerytura'' bynajmniej tak nazywał ją Borys z Adamem. Z wyglądu była grubszą starszą panią z siwymi włosami w wieku 71 lat. Była bardzo wymagająca więc nie za bardzo lubiana przez Borysa.
Tymczasem u Przemka wszystko w najlepszym porządku, postanowił uspokoić się trochę, ich dwu letnia już córka Frania uczyła się mówić umiała już kilka wyrazów na przykład: ,,Mama, Szpital, Tata, Frasia'' mowa szła jej dość ciężko ale chodziła już doskonale.
Ola dostała się na ginekologie i zastępuję obecnie w Pracy Hanę Goldberg, która urodziła tydzień temu dziewczynkę Martę, jej ojciec Radwan jest szczęśliwym tatą po ślubie z kobietą jego marzeń Haną.
Agata porobiła w 2 miesiącu ciąży i obecnie choruję na depresję. Jej jedyną pocieszycielką jest Wiki która w koło u niej siedzi i pociesza ją lecz ta najpierw straciła fajnego faceta a następnie dzieci które zaakceptowała i pokochała. 

Marek cały czas czeka na Agatę, skończył związek z Dorotą a z synem widzi się raz w tygodniu.
Konica odzyskał dzieci.
U wszystkich wszystko dochodzi do normy nawet u Agaty jest już lepiej gorzej z Wiktorią i Falkowiczem... Kochają się lecz boją do tego przyznać... Falkowicz kocha ją bardziej niż swoją willę, pieniądze, sławę medyczną nawet bardziej jak wszystko razem wzięte. Bał się do tego przyznać ponieważ bał się wyśmiania a Wiktoria znów czuła coś ale nie chciała mówić o tym profesorowi gdyż zważając na jego charakter wykluczał w 99% miłość do Consalidy.

-Jak na nią patrzę to mam ochotę na facetów takich jak Konica... - Jęczał Borys oglądając zdjęcia swojej dawnej koleżanki z liceum, Agnieszki.
-Bóg jednak ma poczucie humoru skoro ją stworzył... - Dodał Adam.
-Oj ma... Agata chodź zobacz! - Borys zawołał Agatę, która siedziała w kącie i czytała ,,Resztki Duszy'' *
- Nie mam ochoty. - Wyjąkała.
-Ona ma depresję daj jej spokój. - Krzyknęła z kuchni Consalida.

-Depresja to jest w tedy gdy kupujesz hula hop i pasuje. - Za żartował głupio Adam. 
-Nie śmieszne. - Wyjąkała i zaczęła płakać na nowo. [Agata]
-Ooo...  A teraz cie o coś zapytam... Jak nazywają się osoby, które w celach zarobkowych stoją przy drogach publicznych? - Zapytał Borys Jakubek.
-Dziwki?! - Zaczął zgadywać Adam.
- Nie... Znaczy też ale ...
- Pały? - Zgadywał dalej Krajewski.
- Ci... Niech Agata zgadnie. Agato o kim mowa? 

- Policji wyjąkała. 
-Brawwwooooo !!!! - Zaczął się szczerzyć i klaskać jak 8 latek do 3 latka.
-Przestań się szczerzyć tylko idź do szpitala i zobacz czy cię tam nie ma.

-Ogej.
-Chyba okey.- Adam uderzył Borysa w głowę i zaczęli się bić. 

-Przestać! - Krzyknęła Consalida a mężczyźni odskoczyli od siebie.
-No właśnie, Borys przestań bo ty drugi odejdziesz ze szpitala i cie tam nie będzie i się nie zobaczysz.-Zaczął mądrować się Adam.
-No to chodź.
15 minut później...
-Agatko, wszyscy tutaj tęsknimy za tobą starą, radosną i uśmiechniętą...Życie toczy się dalej nie wolno ci się załamywać w połowie.
-Straciłam serce bijące pod moim... Straciłaś kiedyś dziecko?!
-Wiki...Spójrz na uśmiech Hany ona straciła...
-Ja nie jestem Haną.
-Idziemy, ubierz się. - Rozkazała i podała Woźnickiej kurtkę. 

-Nigdzie nie idę.
-Nie masz wyjścia. Chodź, chcesz się zabić?!
-Nie twój interes. 

- A czyj?! No powiedz czyj ?! Mój!
-Dobra. Gdzie idziemy..? Tylko nie opić się bo mam już dość alkoholu a jak na alkohol to tylko z kimś odpowiedzialnym. - Podkreśliła znacząco słowo ,,odpowiedzialnym''
-Nie, do domu dziecka. Będziesz miała swoje dziecko. 

-Taaak. Wezmą nas za lesbijki i nie dostane dziecka a chcę swoje!!! Tylko moje! 
-In vitro?
-Nie... Przyjdzie czas... Przepraszam. -Ucałowała Consalide w policzek.- Idę się położyć a jutro zaczynam wszystko od nowa.
-No myślę. - Uśmiechnęła się.


*Książkę Wymyśliłam ;)
*Powracam wcześniej... Strasznie się za wami stęskniłam ! :*  
A więc ruszam z kolejnym sezonem, drugim.  Mam nadzieje że nowy sezon wam się spodoba. :*
 *Wiktoria Falkowicz musiała niestety odejść ponieważ przeprowadza się ;( WIKI ! Będziemy za tobą strasznie tęsknić  ! :* '' 

Opowiadanie cz.28 - 2

Następny dzień zaczął się od hałasów dobiegających z kuchni, rzekome hałasy była to kłótnia Borysa, Agaty oraz Adama o najlepsze miejsce przy telewizorze. 
-Agatko ja cie rozumiem ! Ale tu zawsze siedzę i koniec. -Próbował na spokojnie wytłumaczyć Borys.
-Borysie... Mam to w dupie! - Krzyknęła na całe gardło Woźnicka. 

-Borys panią się ustępuję... - Powiedział Adam a Borys odsunął się. - Agato... Usiądź.-Agata usiadła zaskoczona nagłą grzecznością Adama.- No to ty sobie tutaj siedź a my weźmiemy sobie telewizor. Brać! - Krzyknął, Borys szarpnął telewizor i uciekli z nim do pokoju. 
-Mam waz w dupie ! - Krzyknęła za nimi Agata.
-To pojemną masz tą dupę! -Odkrzyknął Borys.
-Jak miło znów cię usłyszeć wesołą... -Powiedziała Wiktoria gdy tylko zobaczyła krzyczącą Woźnicką z radosnym spojrzeniem. 

-Chyba wściekłą na tych dwóch palantów. - Pokręciła głową.-Dziś zaczynam od nowa.
-No myślę ! - Uśmiechnęła się i poszła w kierunku kuchni.-Kawy? 

-Nie, piłam a zaraz muszę zmykać do szpitala.
-Wracasz? 

-Tak, o 8 zaczynam dyżur. 
-Świetnie ja też. Może znajdziemy chwilkę na kawkę.
-Może...- Uśmiechnęła się zadziornie. -Ale najpierw muszę znaleźć chwilkę na makijaż bo wyglądam strasznie. Masz może pożyczyć kredkę do oczu? 
-Kolor? - Zajrzała do kosmetyczki. -Musimy wybrać się na zakupy bo moja kosmetyczka jest już prawie pusta. 
-Czarną i złotą. No musimy. Ale wątpię że zdążymy bo ja kończę dopiero o 23:45. 
-No to dupa bo ja o 2 w nocy bo mam operację z Falkowiczem.-Odpowiedziała znudzona.-Mam  go dość. Niby był na początku moim wrogiem, później coś między nami było, później znów coś zgasło a teraz mnie unika.
-Może z  nim porozmawiaj...
-A jak mnie wyśmieje? 
-A jak on się boi że ty go wyśmiejesz? Może postaw sprawę jasno.
-Może tak zrobię. A teraz może zajmijmy się makijażem bo dyżur jest za nie całą godzinę. 
-Nom... Jak pójdziemy na te zakupy muszę kupić sobie jakieś piżamy, bo śpię w twoich. 
-O ...Muszę przeprosić Adama...
-Hm...?
-Powiedziałam mu że jak chce mieć fajne piżamy to niech weźmie i do sklepu pójdzie, kupi a nie mi kradnie i nazwałam go złodziejem. 
-Wiki, Wiki. On już nie pamięta od tych piw mu nie poszła wątroba tylko mózg mu poszedł.
-Na to wygląda.

-Pani Agata Woźnicka?
-No tak. A o co chodzi? - Zapytała

-Ja chcę żeby pani była moim lekarzem prowadzącym,tak dobrze się pani z oczu patrzy.-Powiedziała to starsza kobieta w wieku około 75 lat, ubrana w czarną spódnicę oraz białą wełnianą bluzkę.-Choruję na ból głowy.
-Straszna choroba.-Pomyślała Woźnicka.-Ale może coś się za tym ciągnie...-Dodała w myślach po czym wzięła panią Janie(Tak nazywała się pacjentka) pod rękę i ruszyła w kierunku izby przyjęć. - A jak pani się tutaj dostała? 

-Zaprowadził mnie do pani taki wysoki, przystojny lekarz... Powinna się pani za niego brać bo wygląda na wolnego. 
- A wie pani jak on ma na imię? - Zapytała Woźnicka. 
-Adam. - Zastanowiła się. - Tak, Adam Krajewski.- Na te słowa pani Janiny Woźnicka wybuchła nie kontrolowanym śmiechem po czym powiedziała krótko ,,Przepraszam''.
-Eh... Młodzi. Śmiać się będziesz jak ktoś ci go sprzątnie z przed nosa. A teraz przejdźmy do leczenia. Boli mnie tu!-Pokazała na klatkę piersiową.-I tu!-Pokazała na głowę.-Oraz tu!-Pokazała na kolano.-Tu także-Pokazała na kostkę.-Tu.-Pokazała na brzuch.-O tu teraz bardzo mnie zabolało.-pokazała na gardło.-I tu...
-Dobrze! -Przerwała jej zniecierpliwiona Woźnicka.-Przepisze pani coś przeciwbólowego i po sprawie. 
-O nie moja droga... Mam też mdłości i nie jestem w ciąży, mąż ode mnie odszedł.
-Co kurwa?! Przecież ona ma 75 co ona mi tu pierdoli...-Wysyczała Agata.
-Słucham? 
-Powiedziałam że na te objawy może zaradzić... Pan doktor Dryl.
-No dobrze. Zaprowadź mnie do niego! - Rozkazała Janina pielęgniarce.
-Dobrze.- Powiedziała poważnie chodź o mało nie wybuchnęła śmiechem. 

-Kawwyyyy!!!!! - Do pokoju lekarskiego wpadła Consalida zastała tam Falkowicza oraz Woźnicką. -O czym gadacie? -Stara zapomnieć o tym wszystkim i traktować Falkowicza normalnie jak dwa lata temu, przed tym całym incydentem.
-O tobie, Wiktorio.-Odpowiedział nie odrywając wzroku od papierów. 
-Obgadujecie mnie? - Zaśmiała się.-No trudno. To przeżyje ale braku kawy nie... A co do kawy to... Nie ma kawy?! Jak w pokoju lekarskim może nie być kawy?! Kawa to podstawa! Przecież lekarz nie ma czasu chodzić do bufetu !!! 
-Wiki, spokojnie... - Uspokoiła ja Agata.- Kawa stoi za tobą. 
-O dzięki. - Zarumieniła się po czym zaparzyła kawę.


Powracam wcześniej ! Strasznie się za wami stęskniłam ! :)  Oto kolejna część mojego opowiadania mam nadzieje że wam się spodoba. Liczę na komentarze, nawet jeśli w komentarzu wpiszecie ,,:)'' to ja wiem że byliście na moim blogu i będę happy! :) Dziękuję wam przy okazji za komentarze i wyświetlenia których jest bardzo dużo i nadal przybywają. Dziękuję ! :*


wtorek, 6 stycznia 2015

Opowiadanie cz.26

- Liczyć to ty sobie możesz.- Rzucił się na niego Marek który własnie wbiegł na teren Leśnej Góry w odwiedziny do Agaty. - Świnio! Moją kobietę! - Zaczął okładać go pięściami po czym padł szczał wykonany przez Falkowicza, który szczelił najpierw  w Mateusza, który zginął na miejscu a następnie w Radka.
 
***KILKA DNI PÓŹNIEJ***
- Andrzej odwaliło ci! - Zaczęła wrzeszczeć Wiktoria na Falkowicza który właśnie wyszedł z więzienia za wysoką kaucją od Kingi Walczyk.
- Wiktoria ja zabiłem człowieka, ratowałem Rogalskiego a co ważniejsze Ciebie a ty nadal masz pretensje?!
- Mogłeś nie trafić !!!
- Ale trafiłem! Rozumiesz?! T R A F I Ł E M ! A teraz daj mi spokój. - Minął Consalide i zamknął jej drzwi przed nosem. Zrobił jakieś pięć kroków po czym wrócił i je otworzył- No tak... Ty tu mieszkasz.
-Co ci tam zrobili? Zrobiłeś się cholernie zarozumiały!
-Daj mi wszystko ułożyć.
-Dam. Ale ja na to ułożenie poczekam w hotelu. - Minęła profesora i zaczęła pakować.
-Dobry pomysł. - Sięgnął po butelkę whisky i nie przejmując się Wiktorią zaczął pić.
-Dzięki, fajnie było zadzwonię po taksówkę.


No i koniec sezonu:) Postanowiłam co rok robić nowy sezon. Kolejny Sezon będzie kontynuacją tego opowiadania za rok. Nie miałam pomysłu na idealne zakończenie więc zrobiłam krótki tekst. Mam nadzieje że was zaciekawiłam. *.-
Kolejny sezon będzie w lutym . :* :* :* Liczę na komentarze :)

wtorek, 23 grudnia 2014

Opowiadanie Wigilijne :)

Tegoroczne święta Bożego Narodzenia Wiktoria i Andrzej mieli zamiar spędzić na Karaibach.
-Karaiby, ciepło, cudowne widoki, plaża... - Marzyła Consalida w towarzystwie Agaty.

- Bla bla bla.- Zaprotestowała Agata.- Są święta! Nie czujesz tego klimatu? Zobacz... Żywa choinka...
- Sypiące się po ziemi igliwia.
-Oj tam.  A  ten zapach...
- Nie ma żadnego zapachu ! - Pokręciła głową Wiktoria.

- Jakby nie było w kolędzie ,,Ta noc..To choinki woń..''. Ale zobacz ubieranie choinki, Wigilia, cudowne chwile w gronie najbliższych... Prezenty. 
- Prezent to ja sobie na Karaibach kupię.
- Ale to nie to samo... Gdzie go dasz? Jak choinki nie będziesz miała? Hm...?
- Pod palmę.

- Wiki, są święta. Z kim będę przygotowywała kolację wigilijną? No z kim?!
- Z Olką.
- Ola to ma dziecko. Ma zajęcie. Wiki nie opuszczaj mnie.- Rozpłakała się Woźnicka.
- To jedź z nami !
-Nie ! Święta Bożego narodzenia to tradycja. Pamiętam jak się poznałyśmy, nasza pierwsza wspólna Wigilia i ty wtedy powiedziałaś ,,Nie zostawię cie już nigdy, przyjaźń na zawszę'' i podarowałaś mi  nasze zdjęcie oprawione w ramkę z czerwonym napisem ,,Na zawszę'' i do tego wieczorową sukienkę o której zawsze marzyłam...- Dusiła się płaczem.

- Nie płacz- Objęła ją.- Ale zobacz możesz pojechać z nami, słońce, palmy...
- Karaiby to idealne miejsce.-  Zgodziła się z Consalidą.-Ale na wakacje.
- Nie chcesz jechać to nie. - Wstała z kanapy i ruszyła w kierunku drzwi. 

- Już nie pamiętasz jak byłaś sama?! I zostałam ci ja ! A teraz ?! Masz mnie gdzieś! Tylko ,,Andrzej! Andrzej!'' a kiedyś płakałaś z nienawiści do niego!
-Agata...? - Rozpłakała się.- A ty nie pamiętasz swojego męża?! - Uciekła w kierunku zaśnieżonej ławki w stroju szpitalnym.
Usiadła na ławce, po policzkach spływały jej zimne łzy niosąc za sobą ciemny makijaż. 

- Wiki...? - Usiadł koło niej Falkowicz, który właśnie zaczął swój dyżur.- Chodź natychmiast do szpitala bo się przeziębisz. -Wziął ją pod rękę i ruszyli w stronę szpitala gdzie położyła się na fotel .- Co się stało?- Okrył ją  czule kocem i podał kubek gorącej herbaty. 
-Pokłóciłam się z Agatą.
- Ale to nie powód żeby wychodzić na taki mróz, chcesz być chora przez humor Agaty?

-To nie jej humor...Ona ma rację. Ja muszę coś przemyśleć.- Odstawiła kubek na stole i ruszyła porozmawiać z osobą wytrwałą w słuchaniu, z doświadczeniem, spokojną umiejącą podarować dobrą radą... Do Hany Goldberg która sama ostatnio wiele przeszła. Zaczęło się od odejścia Piotra do Magdy i córki Tosi, następnie romans z Radwanem co owocowało piękną, zdrową córką Mileną. Milena urodziła się 24 stycznia 2014, jest to mała blondyneczka z ogromnymi niebieskimi oczami. Ostatnio nauczyła się słodko czołgać po ziemi. Dzięki niej Hana i Radwan zapomnieli o swojej przeszłości i stworzyli cudowną rodzinę, w  której każdy jest szczęśliwy.
- Hana. - Usiadła obok kobiety - Ja...

- Wiem.- Objęła ją.- Była u mnie Agata. I z tego co wiem to powinnyście się jak najszybciej pogodzić. Łączy was niesamowita więź, nie zrywajcie jej.
-Ale to nie  moja wina...
- A czyja? - Przerwała jej.-  Nie gniewaj się Wiki ale wina jest po obu stronach... Agata nie powinna ci rządzić a ty nie powinnaś wybuchać i zostawiać ją kiedy ona ma tylko ciebie. Ty masz Andrzeja a ona kogo? Marka z humorami ,,Kogo chce a kogo nie?''. 

- Czyli co mam zrobić? Nie wiem...? 
- Porozmawiaj z nią, a teraz sorry Wiki ale Milena siedzi sama z Krzysztofem, pewnie się nudzą. Przemyśl moje słowa.
- I znów zostałam sama-Wyjęczała po czym poszła szukać Woźnickiej.
- Wiki ! - Zawołała Woźnicka
- Agatko, przepraszam... Ja zostanę w Polsce. Zostawię Andrzeja tylko mi wybacz.

-Nie to ja przepraszam... Jedź z Andrzejem. Ja zostanę.
- Nie!
- Nie kłóćmy się już nigdy, zrób jak chcesz możesz zostać a ja rozmawiałam z Andrzejem i najwyżej pojadę z wami. - Uśmiechnęła się szeroko.- Przecież życie różne kolory ma trzeba cieszyć się z minionego dnia... - Zanuciła po czym skierowały się do lekarskiego. 

Usiadły w lekarskim wypełniając papiery gdy w radiu zaczęła lecieć cicha melodia ,,Kolędy dla Nieobecnych''. Consalida natychmiast przełączyła ją.
- Przypomina mi się dzieciństwo. Zawsze kogoś przy naszym stole brakowało...
-Wiem co czułaś.- Kolędy leciały dalej a kobiety zauroczone nie zwracały nawet uwagi że czas leci nie ubłaganie i za nie całe dwa dni wigilia, a porządki nie zrobione, karpia jeszcze nie ma, ciast, pomysłów na 12 potraw, choinki ubranej... Siadły nadal w cichym, przytulnym pokoju lekarskim nucąc kolędę...

- Jaką kolędę lubisz najbardziej? - Zapytała Woźnicka nie odrywając wzroku z zasypanej choinki widniejącej za szybą.
- ,,Lulaj że Jezuniu'' Pamiętam jak miałam 8 lat i mama nuciła mi ją do snu...A ty?
- ,, Jest taki dzień'' - Uśmiechnęła się ciepło. 

- Nie znam...Zanuć. - Poprosiła Consalida.
- Jest taki dzień...Bardzo ciepły chodź  grudniowy; dzień zwykły dzień w którym gasną wszelkie spory. Jest taki dzień w których radość wita wszystkich, dzień który każdy z nas zna od kołyski... - Zaczęła śpiewać Woźnicka a oczy zaczęły błyszczeć jej się wesoło.
-Ty chyba zawody pomyliłaś... Za miast CLEOnators powinny być AGATOnators.
- Weź bo się zarumienię... 

-Już się zarumieniłaś. - Uderzyła ją zadziornie poduszką. 
- Wiki... Wiki! - Wyjęczała. - Skończyłyśmy dyżur 3 godziny temu...
- Do domu. - Wstała gwałtownie, przebrała się i ruszyła w kierunku hotelu.


                                                     ^^^ Wigilia ^^^
Siedzieli wszyscy czyli Adam, Borys, Ola,Przemek,Wiki, Andrzej oraz Agata przy wigilijnym stole, rozmawiając, słuchając kolęd oraz oglądając prezenty. Wszyscy lekarze poczuli silną więź, której nie czuli do tą. Adam próbował spokojnie zachowywać resztki kultury, Borys znów oglądał się za godziną 21:20 o której ustalili wymianę prezentami, Andrzej poczuł się jak kiedyś, jak w pełniej rodzinie, z bratem z mamą i tatą. Teraz czuł się  częścią  rodziny rezydentów. Poczuł że nie jest już uznawany za wrednego samotnika lecz  za sympatycznego, stanowczego, szanowanego oraz niekiedy wrednego profesora. Nie stracił też tajemnicy. Tajemnicy że jest on w środku czuły i wrażliwy. A Ola poczuła że jej marzenia wreszcie się spełniły, ma męża może nie idealnego ale ma. Ma córkę, Franię która właśnie przeżywa swoje drugie w życiu święta. Przemek znów postarał się zachować urazę do Falkowicza i złożyć  mu szczere życzenia. Wiki z Agatą cieszyły się szczęściem swoich i innych.
- Cieszę się że was mam. - Powiedziała Agata patrząc na rozżarzony kominek.
- Nie ważne gdzie ważne że zwami.  - Uśmiechnęła się szczerze Consalida.



Dziękuje wam za 12 tysięcy wyświetleń. Jesteście dla mnie wszystkim. Kocham was :* Liczę także na komentarze ;) Opowiadanie dedykuje wszystkim fanom FaWi <3
                                                         :* Wesołych świąt. :*
                     Zdrowia, szczęścia, miłości...  i czego sobie życzycie.


środa, 10 grudnia 2014

Opowiadanie cz.25

                                                                      Cz.25

                                ~Agata, spokojnie...Z dzieckiem wszystko w porządku.~


2 tygodnie później.

- Agata ! -Zaczęła krzyczeć Wiktoria jak tylko zobaczyła Agatę wywożoną z sali operacyjną zastygła. -Sukinsyn za wszystko zapłaci.-Pomyślała i oparła się o mur.

-Wiki, wszystko dobrze? - Zapytał z troską Falkowicz.
-Nic nie jest dobrze... -Rozpłakała się po czym osunęła po ścianie. - Andrzej...Wybaczysz mi?
-Wiki co mam ci wybaczyć?
-Proszę...-Płakała.
-Co się z tobą do jasnej cholery dzieje?! Powiedz mi nie płacz.
-Na razie nic...Powiem ci wieczorem.
-Mów. Wiki mów. Proszę mów.
-Nie. Wieczorem. proszę..
-Rozumiem. - Kiwnął głową.- Przez dwa tygodnie bóg wie gdzie myślami byłaś.

-Andrzej ! Agata zniknęła ! Widzę ją pierwszy raz od dwóch tygodni ! Mogłabym z nią iść...
-Ale nie poszłaś! Uspokój się !!! -  Wyrwała rękę z dłoni profesora i pobiegła szukać sali z Woźnicką.

-Agata...-Rozpłakała się gdy zobaczyła zaszklone oczy Woźnickiej.-Przepraszam.

-Ja przepraszam...Nie słuchałam cie...
-Bo nic nie mówiłam, Aga...-Usiadła przy szpitalnym łóżku.
-Mówiłaś...On miał pistolet-Wybuchła jeszcze większym płaczem.
-Nie płacz. Agata, jesteś teraz, tutaj ze mną.-Chwyciła Woźnicką za rękę.
-Przepraszam-Na sale weszła Hana Goldberg. -Nie płacz, spokojnie...Agata, spokojnie...Z dzieckiem wszystko w porządku.
-Z dzieckiem?! Hana, to nie możliwe...
-Czy ty zostałaś...
-Tak.-Odpowiedziała dławiąc się płaczem.-Ale nie chce zamieszania, ja zostawię to dziecko, jest moje. Ale proszę zostawicie mnie samą, samą z Wiki.-Wszyscy oprócz Wiki wyszli z sali.
-Dobrze, zrobiłaś-Uśmiechnęła się przez łzy.

-Wiem ale boję się. On się zemści...Wróci. 
-Ci...Nie myśl o tym, śpij. - Pogłaskała Woźnicką po głowie.
-Wiki...Mogłabyś zawołać Marka?

-Zadzwonię po niego.
-Nie pracuje iż tu?!
-Załamał się jak zaginęłaś, z resztą ja też.
-Wiki... Zadzwoń. - Wiki uśmiechnęła się  i wyszła z sali zadzwonić po Marka.

 - Marek?- Zapytała gdy tylko Marek odebrał telefon.
-Co chcesz? - Jęknął znudzony życiem.

-Agata...
-Co Agata?! - Przerwał jej.
-No wróciła, jest w szpitalu, che cie zobaczyć.

-Jadę. -Zerwał się. -Na jakiej sali?
- Ginekologi.
-Jest w ciąży?! 

-Została zgwałcona, ale proszę spokojnie...Marek!!!- Mężczyzna rozłączył się.

***************************************************************

Weszła z Falkowiczem pod ramie do lekarskiego. Na kanapie leżał rozciągnięty Borys a obok niego na biurku kartka z kolorowym napisem ,, Borys JaJestemKubek'' Falkowicz chwycił kartkę i oniemiał na kartce był wiersz Słowackiego :

,,Dusza się moja zamyśla głęboko,
Czuje, że tu jak słońcu zajść potrzeba,
A innym ludziom zabłysnąć na oko...
Jakiego kraju i jakiego nieba
Światło - powita mię w progu żywota?
Nie wiem - lecz rad bym żył z polskiego chleba...
Bądżże mi lepsza, o młodości złota,
Niż ta... która mi tutaj się skończyła,
Strzegącemu się szlachetnością - błota.
Bądżże mi blisko... o matczyna - miła
Duszo!... abym mógł znów ukochać ciebie,
Nie wiedząc - żeś mię tutaj raz - rodziła.
B. J.J.K  ''

-
On to...? - Zdziwił się.
- Pewnie kopiuj/wklej. Tylko jak to znalazł...
-Good Morning. -  Rozciągnął się Borys.
- Ty znasz Słowackiego?- Zaczęła Consalida odkładając kartkę na biurku.

- Y... Nie znam... Bo przecież Słowacki powrócił do Polski jako zwłoki, a jego prochy spoczęły w Krakowie na Wawelu obok trupa Mickiewicza. 
-I czar prysnął. Idziemy??? - Zapytała całując mężczyznę w policzek.
-Yhm. - Wziął teczkę i ruszył do przodu.
- Stop!!! - zasłonił wejście pijany Adam. - Która z pań... Umówi się ze mną na wieczór i noc?!
-Adam !!! Miałeś nie pić!!!  - Wściekł się Falkowicz.
- Ta ?! A Soplica pił po nocach całymi dniami !!!
-Koniec. - Chwycił Krajewskiego za kołnierz i pociągnął go do wyjścia gdzie Adam dostał w pysk. -  Rozumiesz?!
-Tak albowiem mówiąc tak myślę nie...

- Dzieci...-pokręcił głową, wziął Consalidę pod rękę i ruszyli w stronę hotelu.
- Andrzej...-Wyjęczała jak tylko zobaczyła Radka* z bronią w ręce. 
-Hej. - Podszedł do Wiki i spróbował ją przyciągnąć lecz Falkowicz zasłonił ją swoim ciałem a płacząca Wiktoria została od tyłu chwycona przez Mateusza*. - Tak czy inaczej, liczę na ciszę.
- Liczyć to ty sobie możesz.- Rzucił się na niego Marek który własnie wbiegł na teren Leśnej Góry w odwiedziny do Agaty. - Świnio! Moją kobietę! - Zaczął okładać go pięściami po czym padł szczał... Wyciągnął pistolet i wystrzelił, precyzyjny jak zawsze, trafił by powstrzymać osobę która namieszała sporo w życiu niektórych osób.

zła jestem co nie? Znów w takim momencie...  A więc teraz zagadka... Do kogo wystrzelił i kto? Jakich osób??? Zgadywać :* ;*

Kofam :*
Oliwia :* 





sobota, 29 listopada 2014

Opowiadanie cz.24

                                                              Cz.24
                                       
                                        ~
Co się z tobą działo? Martwiłem się.~


Prosto z auta skierowały się do hotelu, ogarnąć się lekko.
-Agata idziemy na tą kolacje, prawda? Czy tylko tak powiedziałaś?
-No idziemy, idziemy.
-Nie wiem czy to dobry, pomysł. Prawie wcale go nie znamy.
-Więc idziemy by go poznać. -Uspokoiła ją- Przecież będziemy w miejscu publicznym.
-No niby tak ale ...

-Nie ma ale.- Mrugnęła.-Pomaluj się, przebież, weź prysznic i  chodź.
-Ale Agata ! Spójrz no! Nie wiesz co się w ogóle w tym klubie działo! Nie wiesz!
-No i? Żyjesz.

-Ja nigdzie nie idę ! Idź sama. 
- I zobaczysz pójdę !-Wściekła się- I zobaczysz będziesz żałować! 
-To ty będziesz żałować!  Jeszcze tu wrócisz z płaczem! Jak w ogóle wrócisz.
-A zobaczysz że wrócę. -Syknęła, wzięła kurtkę i uciekła.
-Powodzenia... - Oparła się o ścianę i zjechała. Dopiero teraz zaczęła odczuwać  skutki alkoholowe. -Adam! 
-No hej.-Wyszedł zza drzwi.
-Ty cały czas tu stałeś?! 
- No tak, jakbym nie stał to bym  nie wiedział o czym rozmawiałyście.
-Osłabiasz  mnie! Dobra, masz jakąś receptę na kaca?- W tej dziedzinie Adam był nie do pobicia, wszystkie lekarstwa na kaca, alkohole, narkotyki testował na sobie.
-No mam. Kieliszek octu z cukrem i z cytryną.-Zaśmiał się w duchu. 

-Adam!
-To nie, mam lepszy pomysł. Napij się piwa.

-Tak kur*a. Kaca zaleczyć kacem.  Dzięki.
-Nie ma za co. A kroplówkę sobie weź na wzmocnienie, mam jakąś tak na zapasie.

-No dawaj. - Siadła na kanapie włączyła telewizor i zapomniała o Agacie która teraz potrzebowała pomocy....
-Masz! Podłączyć?

-Poradzę sobie.
-Samemu się nie da. Iść po Falkowicza? On mi zawsze pomaga.

-A  on tu jest?!
-No jest, jego pokój został wyremontowany wcześniej no i się wyprowadził. To iść?
- Nie, zawołaj Olę.
-No dobra. -Staną na środku salonu i wrzasnął : OLA !!! - Powinna zaraz być.Ola wyszła do salonu ze swojego pokoju i ujrzała pól przytomną Wiktorię.
-Zostaw nas same Ad...
-Wiki !
Co się z tobą działo? Martwiłem się.-Przerwał jej Falkowicz.
-Nic. -Syknęła.-Mogłabym zostać sama z Olą?! Czy przyjdzie ktoś jeszcze?

-Ja stąd nie pójdę do puki nie powiesz mi gdzie byłyście !
-Czy ty jesteś moim mężem?! Musisz wszystko wiedzieć?! Musisz? Mamy dzieci?!
-Nie. - Odszedł z myślami że na pewno znalazła lepszego sponsora.
-Adam!-Chłopak uciekł a w salonie została sama Wiktoria z Olą.
-Ola podłączysz mi kroplówkę?
-Pewnie.-Powiedziała  i bez słowa podłączył kroplówkę. -Wiki a gdzie Agata?

-Poszła z jakimś Radkiem.
-A jakim?
-No poznaliśmy go w Łodzi, przywiózł nas  pod dom a Agata poszła z nim na kolację, a co on cie tak ciekawi?
-Blondyn?

-No tak.
-Bierz się i idziemy po Agatę!

***********************************************************


-Gdzie idziemy? - Zapytała wyczuwając że są w środku lasu.

-Przed siebie. - Powiedział spokojnie. 
-Może już wrócimy...?
-Źle ci ze mną? -Zapytał czarująco. 
-Nie.. Ale zimno.- Uśmiechnęła się.
-Agata,  przecież dobrze wiem że jest ciepło.  Komu ty to powiesz?
-Zimno. Proszę odprowadź mnie.

-Rozgrzeje cie. 
- Radek! Będę krzyczeć.
-I tak cie nikt nie usłyszy.-Powiedział i ściągnął kobiecie kurtki. 
-Oj usłyszy. - Jęknęła, odepchnęła Radka i pobiegła przed siebie krzycząc,,Pomocy''.




Ta część jest krótka ponieważ chcę potrzymać was w  nie pewności a będzie naprawdę źle dla Wiki i Agaty : już w kolejnych częściach Agata dowie się o ... I zostanie p... , Wiki także ..... i p.... 









wtorek, 18 listopada 2014

Opowiadanie cz.23

                                                                Cz.23
                                                      


                                                    ~Są panie w Łodzi~



Obudziła się wtulona w poduszkę, podniosła głowę  i ujrzała że profesora dawno już nie ma, na stole stała tylko biała kartka z napisem ,,Wiki, jestem w szpitalu. Pozwoliłem nastawić ci budzik o 12:30 a o 13:45 zaczynasz dyżur. Jak tylko pojawisz się w szpitalu to zapraszam na Whisky. 
Ps. Dziękuje za cudowną noc...''
- O przespałam się z nim? - wystraszyła się-Dobra Consalida...Żyje się dalej...-Uspokajała się w myślach.-Będzie ok...-Gdy tylko się uspokoiła zadzwonił budzik.
-Wiki mogę..?-Do drzwi zapukała Agata. -Przespałaś się z nim...

-Wiem...-Zasmuciła  się.-Ale nie nie umiem się oprzeć...Nie... Kocham go...
-Wiki ale ty go znasz...Ja nie chcę ci nic mówić  pouczać, nie...
- Ja wiem! Ale on się zmienił. Ja po prostu, nie umiałam go zrozumieć on mnie też.
- Na pewno?- Wiki spojrzała na nią krzywo.-Ale ja i tak nie w tej sprawie, Marek się rozwiódł. Powiedział że mnie kocha i ja w to wierze, tylko nie wiem czy mam starać się mu zaufać.

- Nie wiem, nie gniewaj się, ale ja się nie nadaję  do takich rozmów.
- A kto jak nie ty? Adam? Borys? 

-No dobra, nadaj się. Zobacz co będzie się  działo przez najbliższe 3 miesiące, ale staraj się. Jeśli później będzie coraz gorzej, kłótnie, sprzeczki nie idź dalej. Ale ja dałabym mu szanse. A w porównaniu z tym co ja przeszłam z Falkowiczem to Marek to drobnostka.
-Ale on miał  żonę, zdradzał ją ze mną, zostawił ją, zostawił mnie, znalazł sobie inną...Wrócił do żony, później do mnie, później znów mnie zostawił a teraz się rozwiódł i mam być happy???
- No nie... Z daleka wygląda to lepiej ale spróbuj, a zobacz co przeszłam z Falkowiczem.
- Mam świetny pomysł. Nie idziemy dziś do pracy, olejmy to... Opijmy się...Proszę.
- No spoko, dzwonię do Falkowicza a ty dzwoń do Trenera.
- A ty czemu nie dzwonisz do Trettera?
- Bo nie da nam obu zwolnienia a Andrzej na pewno coś wytarguje. 


**************************************************************

-Chodzi lisek koło drogi, fajna dupa, długie nogi...Podwieź?
- Nie dzięki. -Zaprzeczyła Wiktoria jakiemuś kolesiowi po czym skierowała się z powrotem do Agaty Woźnickiej która nie kontrolowała swoich promili. -Agata starczy. 

-Nie rządź mi !!! - Zaczęła wrzeszczeć.
-Agata, proszę...Nie pij.

- Tca... Z resztą  masz racje. To ty  powinnaś pić! Ty zmieniasz facetów jak rękawiczki! Ty śpisz z wszystkimi !!! Nie widzisz jak ludzie, lekarki, o tobie mówią?! Lecisz na kasę, jak każda inna. Jakby Marek był ordynatorem też byś z nim spała?! Pamiętasz...
-Co? Agata co ty mówisz?
-Wiem że jak byłam z Tomkiem to się z nim przespałaś!!!-Rozpłakała się-Suka...
-Chodź ze mną... -Pierwszy raz od nie pamiętnych czasów rozpłakała się.

-Nienawidzę cie suko!!! Szmata!!!
-Wiem, wiem..Ale chodź ze mną! - Prosiła dalej.-Ja wiem jak ty mnie nienawidzisz, ale zobacz, to dla twojego dobra. Proszę...
- Chyba cie pojebało! Wiesz powiem ci coś, przespałam się z Andrzejem!-Wiki nic się nie odezwała tylko podeszła do baru, kupiła dwie butelki wódki i poszła z nimi do Agaty.-Proszę! Wyobraź sobie że ja się z nim nie przespałam. -Przyznała się w końcu blondynka.-Chciałam ci tylko pokazać że nie tylko ja mogę cierpieć...
-Agata, to było 5 lat temu. A teraz jesteś jedną z trzech osób których zdanie jest dla mnie najważniejsze. 

-Przepraszam.-Rzuciła się na Consalidę i popłakała się jeszcze bardziej, po czym odkręciły butelki i wypiły do dna, z pomocą poznanych kolegów.

Obudziły się w bieliźnie, leżące na kanapie, pustką w głowie.
-Wiki...  Co jest? -Zaczęła szturchać Wiktorię która usiadła na łóżku i patrzała w lustro z naprzeciwka.-Wiki?
-Ubieraj się i chodź. -Syknęła, wzięła swoje ubrania i szybko się  ubrała.

- No i gdzie idziemy?
-No jak gdzie? Do domu. - Powiedziała pewna siebie.
-Jak?! Nie wiemy nawet gdzie jesteśmy. 

-Nie marudź tylko chodź. - Pociągnęła Woźnicką za rękę w stronę drzwi.
-O proszę pana! -Zawołała Woźnicka do barmana.-Gdzie my jesteś my?

-Są panie w Łodzi.  -Odpowiedział z szerokim uśmiechem.
-Gdzie?! 
- No w Łodzi. A skąd panie się tutaj wzięły?
-Sama chciałabym wiedzieć.-Jęknęła.

- Z Warszawy,  a wie pan może...
- Nie pan tylko Radek.-Przerwał.
- A wiesz może Radek jak mam wrócić do Warszawy.
-Poczekajcie 15 minut i waz odwiozę. - Podszedł do kobiet i podał im rękę.-Radek. 
-Wiki. 
-Agata.
-Okey, no to siadajcie, kawy? Herbaty?

-Kawy.
- A ty aniołku?
-Kawy. -Woźnicka uśmiechnęła się uwodzicielko.
-No dobra. Czyli dwie kawy. - Powiedział i zaparzył kawy.
-Pracujesz tu? 

-Nie, jestem właścicielem.
-Aaa. A wiesz może co się wczoraj działo, masz kamery?
- Wczoraj mnie nie było a kamer nie mam.
-Dobra, dzięki Radek. 

-No nie ma za co.- Mrugnął do Consalidy.-No to panienki komu w drogę temu czas. 
-Nom. -Uśmiechnęły się. 
-Proszę.-Otwarł drzwi do auta.-No to się wieziemy.-Powiecie może coś o sobie?
-No pracujemy w szpitalu w Leśnej Górze, ja jestem chirurgiem a Agata internistką.
-Macie kogoś?
-Ciekawski. - Mrugnęła. -Ale tak mamy, może tak trochę.A ty?
-A ja nie. A wiecie skoro trochę...
-Weźźź-Zaśmiała się Consalida.
- A mógł  bym wasz numer telefonu?
-No pewnie. Ale  masz gdzie zapisać?
-Proszę.- Podał Woźnickiej notatnik i długopis a ona na pierwszej stronie napisała ,,dziewczyny z Wawy :) : Agata : ********* Wiki/Ruda: *********'' -Proszę. 
-No może wejdziemy gdzieś wejdziemy? Restauracja?
-Nie mamy kasy.
- Ja stawiam. 

-Nie. dzięki ale wpadnij kiedyś do nas to pójdziemy na balety.
- Widzę panny rozrywkowe. 
- Ee ee, tam. -Uśmiechnęła się chytrze.-Ale piwko dobre.
- Wspaniałe. - Kiwnął głową.
-A ty teraz coś powiedz o sobie.
- Spoko. Mam bar. Zapewne już go znacie?
-Znamy i to dobrze. Dawaj dalej.
-Mam mieszkanie w Warszawie, koło hotelu rezydentów..
-No kochany będziemy sąsiadami. 
-No więc witam was kochane sąsiadki. Nie mam dziewczyny ani dzieci. A wy macie jakieś dziecka?
- Ja nie.

- A ja nie chce zaczynać  znajomości od kłamstwa więc mam. Wiesz no miałam 16 lat jak ją urodziłam.
- Dobra no to przepraszam, mam syna ma teraz jakieś 12 lat. Mieszka z byłą ale oboje zdecydowaliśmy że będę weekendowym ojcem. A co z twoją córką?
-Mieszka z moją  mamą w Hiszpanii.
-Hiszpanii?
-No tak, mój tata był Hiszpanem a matka Polką.  Ja przyjechałam za miłością do Polski ale nic z tego nie wynikło, ale dzięki Agacie zostałam.
-No ale mam nadzieje że już nigdzie nie wyjedziesz?
-No pewnie że nie . 
- No i git. Właściwie to ja dziś zostanę u siebie, w Warszawie, co wy na małą kolacyjkę bez osób towarzyszących?
-No właściwie... No ja jestem na tak.
-Ja też.

- No i pasuje. A teraz koniec naszej przejażdżki. -Powiedział-Do zobaczenia w ,,Venus'ie'' o 18:20. 




      WAŻNE ! WAŻNE ! WAŻNE ! WAŻNE ! WAŻNE ! WAŻNE ! WAŻNE ! 

                   *W ROLI RADKA WYSTĄPIŁ KUBA WESOŁOWSKI*


   


Więc  mam nadzieje że opowiadanie wam się spodoba, jest ono takie inne, chciałam zacząć jakiś wątek by w kolejnych częściach go wypominać.  A właśnie po tej części zacznie się prawdziwe piekło dla Wiki, tym bardziej Agaty. Z resztą zobaczycie sami ! :)

Liczę na komentarze :) Pozdrawiam :* I życzę weny wszystkim piszącym opowiadanka :*


Ps. Polecę blogi o FaWi :) Linki podawajcie w komie a jeśli macie jakieś pytania to zapraszam:
- oliwia8383@wp.pl

- oliwiapawlicka111@interia.pl
- oliwia8383@interia.pl

- ask.fm/pisarka17 
- GG : 49709718




piątek, 14 listopada 2014

Opowiadanie cz.22

                                                                    Cz.22 
                                               ~Chmiel,żyto, tytoń i konopie.~



-Dzień dobry! -Powiedział Falkowicz
-Dzień dobry.-Odpowiedziała Wiki odchylając głowę od papierów 

-Papierki...Może Whisky?
-Nie pije w pracy. 
-Nie zwolnię Cie. Obiecuje...Ale napij się ze mną.
-Nie, Nie, Nie. 
-Proszę, nie daj się prosić...- Usiadł obok kobiety 
-Dzień dobry. -Do gabinetu wszedł Falkowicz a gdy tylko zobaczył Wiki obok Falkowicz przypomniał sobie wczorajsze zajście w pokoju Wiki.
-Dzień dobry. - Powiedziała i odsunęła się od Falkowicza. 

-Jesteście razem? -Zapytał z czystej ciekawości. 
-Tak- Powiedział Falkowicz
-Nie ! -Zaprzeczyła Wiki.
-Tak czy nie?
-Nie !
-Aha...-Wziął papiery i odszedł.
- Dzik dobry ! - Do pokoju wpadł Borys i schował się za kanapą.
- Dziń dobry ! - Za nim wpadł Adam i  schował się do szafy. 

- GDZIE ONI SĄ ?! - Do lekarskiego wpadł Sambor.
- Co się dzieje? - Odezwał się lekko podenerwowany Falkowicz. 
- Oni. Oni , oni !
- Proszę usiąść i powoli ! Dokładnie ze szczegółami !
- Wczoraj przyszedł do szpitala diler, pobity. Adam z Borysem się nim zajęli i kupili od niego narkotyki.
- I tyle?!

- Nie. Naćpali się i biegają  po szpitalu krzycząc ,,Ja ja ja ! Kocham ćpać! Narkotyki są cudowne moje stringi  są za luźne... Aaa..., Ja ja ja ! Kocham ćpać! Lubię Marysię i Amfę też...Aaa!!! Jak się zaćpasz nie przeżyjesz a ja się nie zaćpam... Aaa!!! Aaa !! Kocham ćpać!!! DOBRANOC!!! Aaa.. Aaa...
- Niech pan już nie śpiewa!
- Dobrze.
- Co dalej? -Dopytywała Wiktoria.
- Chodzili po salach pacjentów i proponowali im narkotyki.
-Yhm.  Ale ich tu nie ma może pan iść. - Wyprosił Sambora z lekarskiego a Borysa i Adama wyciągną ze skrytek za ucho i zaprowadził do gabinetu. 

- Borys szykuj się... Będzie wykład ! 
- A co byś chciał ?!
-Nic nic. 

- Wchodzić ! - Wepchnął ich przez drzwi i zamknął je na klucz-Siadać- Rozkazał pokazując im fotel. -Chcecie widzieć dlaczego tu jesteście?! Jakieś pytania?! Chcecie coś powiedzieć?! Pacz się na mnie Borys!- Mężczyzna spojrzał na niego wrednie.-Brałeś
- A więc to nie była aspiryna powiadasz?
- Powiadam !!!
- Mogę  coś powiedzieć?
- Słucham.

- Wiesz że jeśli każda osoba na świecie zapaliła by jointa w tej samej chwili świat doświadczył by 2 godziny spokoju.
-A ty wiesz że to nie możliwe ?! Uzależnisz się i co ?! Co ?!
- Nie panikuj...
- Mogę? - Zapytała Wiki wchodząc do gabinetu. 

- Tak, chodź. Próbuję tym dzieciom wytłumaczyć ale nic. 
- Łeee....  
- Niedługo będziesz ją do herbaty sypał. - Skomentowała Wiktoria
- Polacy są nie zniszczalni !
- Dowód . 

- Bo... Borys mów za mnie
- Ależ oczywiście. Anna  Smith zaćpała się w 2007. Michel Jackson w 2009. Amy Winehouse w 2011. Whitney Houston w 2012. A Krzysztof Krawczyk wciąż żyje.
- Dzieci. Adam a ty może coś powiesz? Dlaczego wczoraj nie było imprezy a był weekend?
- Bo w piątek wziąłem tabletki na sen by w sobotę być wyspanym a obudziłem się w bagażniku.
-Ćpun...-Syknął Falkowicz

- Nie jestem ćpunem. Ćpun to człowiek który mówi dilerowi do jutra.
- Skoro jesteś taki obyty to powiedz coś jeszcze.
- O Wiki .... Wiesz co to jest dieta roślina? -Nie dał Wiki dojść do słowa.-Chmiel, żyto, tytoń i konopie.A wiecie że Polska amfetamina cieszy się największą popularnością na świecie? A wiecie dlaczego? Jest ona najczystsza.
- WON !!! IDŹCIE MI STĄD !!! NATYCHMIAST!!!
-Oki. -Powiedzieli zgodnie i wyszli. 

-Dzieci... -Chciała dokończyć lecz Falkowicz jej nie pozwolił.
- Przepraszam że bez pukania...A AAA !!! Może mi państwo wytłumaczyć dlaczego ja zawsze na państwa wpadam ?! Mam dość !!! Dość!!! -Zaczął wrzeszczeć Tretter i uciekł. 

-Która godzina?
- 22:45, idziemy?

- No raczej. - Uśmiechnęła się słodko.

*****************************************

Weszli do domu po cichu i usiedli w ciszy na kanapie w kuchni.
- Borys ! - Usłyszeli wołanie Adama za plecami lecz postanowili zobaczyć co z tego będzie.

- Co ?!
- Przyszli już?! 

- Nie, a co?!
- Widziałeś mój towar? Leżał na górnej półce u mnie w pokoju?

- Nie a ty widziałeś smoka w kuchni?
-  Borys !!! Złodzieju !!! Aaa !!! Aaa !!! Ciul ! Wezmę coś innego. 
- Wkraczamy? - Szepnęła Wiki do Falkowicza. 
-Czekaj... Niech weźmie...
-Oszalałeś?
- A niech się dzieje co chce. Chodź. -Skierowali się do pokoju Wiktorii i spędzili razem cudowną noc lecz niestety poranek ich zaszokował...


Więc ta część jest według mnie średnia. jest krótka, mało FaWi, dużo Adama i Borysa. Napisałam o narkotykach ponieważ chciałam rozweselić jakoś tematy smutne (Tak wiem że narkotyki nie są smutne ale to ile osób przez nie zginęło.) Opowiadanie to miało być dodane dopiero w niedziele ale dostałam weny i powiedziałam że lepiej dodać dziś bo nie wiem co będzie w niedziele. Czy dożyje ^^. Mam nadzieje że ta część się spodoba :* Dedykuje ją wszystkim komentującym oraz ,,świeżej'' blogerce Pati_H. Zapraszam także na jej cudownego bloga o Joannie (Siostrze Falkowicza) i Augustinie (Kubańczyku, chorografie). Ale na drugim palnie jest także FaWi. Opowiadania są  świetne <3 Jest już piękna pierwsza część :* No więc co się więcej rozpisywać?  Zapraszam:

http://prawdziwaz7.blog.pl/

Muszę także napisać o NDiNZ, popsuło się Falkowicz na głodzie narkotykowym?! (To była kolejna inspiracja) Wiki i ślub z Tomkiem?! Pocałunek Wiki z Adamem?! Śmierć Romy?! Przecież Adam odpieprzył by się od Wiki jakby żyła Roma, Jakby Falkowicz był zdrowy nie dopuściłby do ślubu!!!
No i to tyle... :)))) Zapraszam do komentowania <3 <3 <3  





















poniedziałek, 10 listopada 2014

Opowiadanie cz.21

                                                                    Cz.21
                                                                    ~Wikuś...~





Z samego rana  przyszedł Tretter, sprawdzić jak mieszka się Falkowiczowi w pokoju rezydentów. Od progu przywitał go Borys. 

- Dzik dobry.- Powiedział otwierając drzwi Trettrowi. 
- Chyba dzień dobry ?! 
- Nie !!! Dzień jest zły... A dzik jest dobry...Smaczny !!! - Wściekł się  Borys.
- Zwał jak zwał.. - Powiedział mijając Borysa skierował się prosto do pokoju Wiki, bez pukania otworzył drzwi i to co tam ujrzał za szokowało go... Zobaczył Wiki leżącą na prawym boku a do niej przytulonego Falkowicza.
- Miałeś mnie nie dotykać  ! - Obudziła się Wiki. 

- Co się dzieje? - Obejrzeli się w stronę drzwi i zobaczyli bladego dyrektora.-Dzień dobry...?
-Dobry. - Powiedział i wycofał się od razu.

- I widzisz jak to wyglądało?! - Zaczęła panikować Consalida od razu po wyjściu Trettera. 
-A jak miało wyglądać? - Zapytał
- Co ty sobie ubzdurałeś?! 
- Nic nie pamiętasz? Skleroza w tak młodym wieku?
- Andrzej że byłam śpiąca nie znaczy piana. 
-Wikuś... 
- Precz z łapami ! 
- Dobrze, już  dobrze. - Powiedział,położył się z powrotem i zasnął. 

****************************************************************
-Uwaga!!! Uwaga !!! Przed wami król podrywu!!! - Wszedł do lekarskiego Borys ustawił się z lewej strony i wskazał ręką na drzwi przez które wszedł Adam ubrany w jeansy, białą koszulkę i czarną skórzaną kurtkę. 
- Agato... Umówisz się ze mną? - Dziewczyna wybuchnęła śmiechem. -Mam rozumieć że tak? -Nie. 
-No cóż idem do Hany... O Nina. Pracujesz jeszcze?
- No tak. - Biedna naiwna Rudnicka myślała że chodzi o zmianę w szpitalu...

- Ile bierzesz? 
- Ty!!! -Nawet się nie odezwał i dostał w pysk.
- Aaaaauuuu ! jak można być mizzzczem....Aaauuu...podrywu z sinym...A...Rozwalonym okiem?! Krawawieeee !!!! Agato zszyj!!!
- Ojej...Adasiu, wystarczy plasterek...
-To klej!!! -Agata przykleiła plaster centralnie na brwi Krajewskiego lecz ten stwierdził że krzywo i z całą siłą odkleił plaster i został bez brwi.- AAA !!! Co ja teraz zrobię?!-Przykleił plaster z powrotem.- Lepiej!?
- Nie. Adam... Wyrwij drugą.-Zażartowała złośliwie Nina a Adam jej posłuchał.

- Zabije cie !!! Zabije!!! Normalnie..Boli..-Uciekł płacząc. 
-I co zrobiłaś?!-Wściekł się Borys.
-Nie śmieszne - Spojrzała na nią z żalem Agata i odeszła. 

************************************************************************
-Piotr...Wyobraź sobie że jestem w ciąży...Co byś zrobił?
- To nie możliwe.
-Piotr, mam szanse, naprawdę! 
-Hana nie łódź się! Nigdy nie będziesz miała swojego dziecka. 
-Dzięki.-Rozpłakała się a do gabinetu wszedł Radwan i bez zastanowienia wymierzył prosto w nos Gawryle. -Krzysiu...Nie musiałeś...
-Krzysiu?! Ty...
- Ja?! Nie widzisz?! 
-Może to i dobry moment...-Zastanowiła się Hana.-Jestem w ciąży. 
- To wspaniale..-Jęknął Piotr. 
-Ale nie z tobą. -Piotr chciał wyjść lecz Hana go zatrzymała.-Piotr od dawna nic między nami nie ma. Nie wiedziałam jak ci to powiedzieć. Z Krzysztofem jest mi lepiej...Jest czuły a nie wredny tak jak ty, szanuje mnie a nie tak jak ty nie jestem dla niego zabawką.
-Dla mnie jesteście skończeni.-Wyszedł jak oparzony.-Nie dożyjecie narodzin. 

-Krzysztof...Nie powinnam...
-Ci...-Uspokoił kobietę.-Będzie dobrze. Nic nam nie zrobi, obiecuje.-Przytulił kobietę  czule. 
-Boje się... Nie powinnam.
-Chciałaś żeby cie obrażał, poniżał?!  Niszczył...Nie pozwolę. Kocham cie...
-Ja ciebie też. Masz racje...

***************************************************************

-Agata !-Zawołał za nią Marek Rogalski. 

-Rozwodzę się! przepraszam że cie zawiodłem. Że powiedziałem że cie kocham a potem wróciłem do Doroty. Rozwodzę się. Proces już dziś. Przyjechałem specjalnie żeby ci to powiedzieć! Zaraz jadę! 
-Marek...Dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej?
-Nie chciałem zapeszać. Kocham cie!!!
-Marek. -Spojrzała z żalem-Nie wiesz jak się cieszę!-Rzuciła się mężczyźnie na szyję i pocałowała jak najlepiej umiała. 
-Ja też! Przepraszam ale muszę już jechać, na sprawę. -Powiedział i pojechał znów Agata pobiegła prosto do Wiki, którą zastała w progu Hotelu wiszącą  na szyi profesora i piszczącą ,,Mysz!!!!".
-O boże !!! Mysz !!! -Dołączyła się do niej Woźnicka.

-Wiki jeśli tylko mnie puścisz to ją stąd wyrzucę...Ona cie nie zje.
-Okey...-Powiedziała po czym położyła jedną nogę, drugą...-Łap ją! 
-Ja?
- Powiedziałeś że ją stąd wyrzucisz!
-No tak...Myślałem że cie to pocieszy...-Powiedział chwycił mysz za ogon i wrzucił ją do pokoju Jakubka.-i Już.

-Wiki mogę cie na chwilkę...?
-To ja już idę.
-Okey pa, no o co chodzi?
-Marek przyszedł dziś do szpitala i powiedział że ma dziś rozwód i że mnie kocha. 
-Wierzysz mu?
-No tak...
-A nie boisz się że znów się zawiedziesz?
-Spróbuję.

-Moja kochana...-Rozczuliła się Consalida po czym przytuliła Agatkę.

************************************************************

-Cholera...

-Witek ! Dziecko tu jest.
-Widzę chyba?! 
-Dlaczego ty taki do mnie jesteś  dla mnie taki opryskliwy?! 
-Bo zabiłem człowieka?! Bo zdradziłem cie z Agatą?! 
-Uspokój się!!! Mimo wszystko cie kochamy...Ja i Felek. Jesteś dla nas ważny.
-Naprawdę?
-Tak, kochamy cie.

-Ja was też.

***************************************************


No  więc ta część nie jest o FaWi lecz chciałam wam i sobie poprawić humor taką częścią. Jest ona o większości par z NDiNZ. Po prostu dzieje się dużo w serialu lecz mimo wszystko, według mnie ten serial robi się nie logiczny....
Więc co tu dużo pisać? Miłego czytania :* A dla zakręconej i szalonej, Wiktorii Falkowicz i Ivy KaMi dużo wennnyy :) 

















sobota, 8 listopada 2014

Opowiadanie cz.20

                                                                  Cz.20
                                                               
                                            ~Będą  dzielić razem pokój ~



Dzień jak dzień, Wiktoria siedziała na kanapie, pod kocem czekając na jakiś ciekawy przypadek. Wszystkie wyrostki, złamania i zwichnięcia wziął za nią Przemek z Agatą.
- Dzik dobry ! - Do pokoju wpadli Adam i Borys i od razu z chowali się do szafy a Wiktoria wyszła by uniknąć kłopotów, bo znając Borysa i Adam na pewno przyszły z nimi.
-Dzień dobry Wiki.
- Dzień dobry. Profesor już wrócił?
- Jak widać. Zapraszam panią na kawę.
-Dziękuje ale wypiłam już dwie.

- Herbata?
- Nie piję herbaty, ale coś mocniejszego to bardzo chętnie. 

- No więc zapraszam. - Wskazał ręką w stronę gabinetu. /Telefon Wiki/
- Przepraszam. - Powiedziała i odebrała. 

- ...-Rozumiem. 
-...
- Idę. - Powiedziała, włożyła telefon do kitla i ruszyła w kierunku sali operacyjnej.-Przepraszam! - Krzyknęła do Falkowicza.

*********************************************************

- Słuchajcie mnie bowiem... Mądrze mówię! -Zaczął przemówienie Tretter. 

- A mamy inne wyjście? - Zapytał znudzony Krajewski tykając Jakubka. 
- Nie tykaj !!! - Denerwował się Borys. 
- Cisza !!! - Warknął Tretter. 
- Mów krótko zwięźle i do rzeczy... - Powiedziała Woźnicka. 
- A więc dobrze... Od dziś przez 6 miesięcy mieszkał będzie z wami profesor Falkowicz.
- Po jaką cholerę?! 

- Żebyś  się głupio pytał...Nie tykaj !!! 
- Zamknąć się !!!  Takie są procedury... - Wyjęczał Stefan. 
- A kiedy profesor się  wprowadza? - Zapytała Woźnicka spoglądająca pół okiem na Rogalskiego. 
- Już się wprowadził. Niestety brakło pokoi a pani Maria powiedziała że widziała go z Consalidą więc będą dzielić razem pokój. 
- Ale wie dyrektor że oni się nie lubią? 
- Ale rucha... 
- Adam ! Wyrażaj się ! - Syknęła Agata - Haha...-Udawała śmiech próbując bronić przyjaciółkę-Hm... On chciał powiedzieć że się ruszają. Biegli razem, ale osobno, w maratonie na... No w maratonie. 
- Ale ja nie to chciałem pow... -Woźnicka spojrzała na niego surowo.-Chciałem powiedzieć to co powiedziała Agata, z którą spał...
- Adam...-Syknęła. 
- Chciałem powiedzieć że ... 
- Dosyć ! -Przerwał wściekły dyrektor. 
- Właśnie, ja miałem pacjenta na bloku o 11:00.-Przypomniał sobie Borys Jakubek.-Która godzina? 
- 12:23 - Przeraziła się Dorota. 
- A to pewnie już kogoś innego wzięli. -Zasmucił się. 
- A dziwisz się?! - Zapytała znudzony Gawryło przysłuchujący się rozmowie. 
- No ! Mogli mnie zawołać ! 
-Aaa ... Miałem cie zawołać ale zapomniałem ! 
- Ty tłumoku ! Jak mogłeś zapomnieć o tym że mnie wołają! 
- Sam jesteś tłumok! Kto zapomniał o operacji tłumoku ?!
- Oboje jesteście tłumokami - Skwitowała Woźnicka.


*****************************************************


Weszła do swojego pokoju wyczerpana po 7 godzinnej operacji. Miała ochotę rzucić się  na łóżko ale zdrowy rozsądek nie pozwolił, otworzyła oczy i na łóżku ujrzała Falkowicza.
- Co ty tu robisz ?!?!?! -Zapytała po czym usiadła na fotel. 

- A więc nie wiesz kochanie o moim przyjeździe?! 
- No nie. 
- Więc ci wszystko powiem...
- Mam nadzieje.
- Nasz szpital dzięki braku asertywności naszego szanownego dyrektora Stefana Trettera wziął udział w projekcje ,,Rezydenci szanują mieszkania''. Rada szpitalna jednogłośnie zdecydowała że ja będę tutaj z wami mieszkał. Odmawiałem...Ale prosili... A ja nadal odmawiałem...A oni nadal prosili...Ja odmawiałem...Oni...
- Do rzeczy ! Do rzeczy ! Do rzeczy !!! 
- Na czym to ja skończyłem? A więc...Odmawiałem...Prosili...
- Andrzej proszę cie. Do rzeczy 

- I wyszło że pomieszkam z wami przez sześć miesięcy. Lecz pokój mój jest w remoncie więc przez pierwsze dwa będę mieszkał z tobą, kotku.
- Jakie kotku...- Pokręciła głową.- Czemu zemną?! Brata tu masz...

- Ponieważ pani Maria powiedziała że jesteśmy razem, planujemy ślub-Albo i nie-Dodał w myślach-I będę mieszkał z tobą. Będziemy wspólnie zasypiać, budzić się, jeść śniadania...
-Może wspólnie wyjdziemy? A później ty już nie wejdziesz... 

-Wiki... 
- Dobra, chce mi się spać. Operowałam siedem godzin. Ty śpisz tu!-Wskazała ręką  na fotel. A  ja śpię tu!-Wskazała ręką na łóżko. - Pasuje? 
- A mogę spać z tobą. 
-Śpisz ze mną w jednym pokoju! To wystarczy. Dobranoc. 
- Ale ja muszę się  do kogoś przytulić...
- Masz poduszkę. - Rzuciła mu w głowę poduszką. -Przytul się. 
- Wole coś ciepłego...
- Idź Woźnicka siedzi w salonie niech ci termofor da. 
-Wiki..
- Nie jęcz. 
-Wiki.
- Chodź.- Powiedziała i posunęła się profesorowi. - Ale mnie nie dotykaj!














wtorek, 21 października 2014

Opowiadanie cz.19

                                                              Cz.19
                                                            ~Denga~


- Panie doktorze. - Podeszła pielęgniarka do Adama- Pod siódemką jest pacjent który ma gorączkę, ból głowy, mięśni, stawów oraz wysypkę.
- Hm.. To pewnie kaszel...- Zastanowił się chwilę. - Proszę zawołać doktora Jakubka.
- Dobrze ale doktor Jakubek śpi..
- Pani Moniko. Ja jestem ordynatorem i każe pani zawołać Jakubka z którym ma właśnie dyżur!
- Dobrze, przepraszam.- Odeszła a za chwilę przyszedł Borys.
- Co chcesz? - Wszedł zaspany.
- Człowiek jest chory a my jesteśmy lekarzami. - Powiedział dumnie.
- A więc chodźmy. - Powiedział Borys i ruszyli.
- Dziń dobry !
- Dzik dobry !
- Chyba dzień dobry! Wreszcie jakiś lekarz... Mam wysypkę...  Głowa mnie...
- Ma pan Kaca !!!-  Zaczął od swej diagnozy Adam.
- A nie bo... O boże !!! - Zaczął wrzeszczeć po czym uciekł Borys.
- Ale co?!
- Gówno!  - Powiedział Adam i pobiegł za Borysem. - Borys ! -Dogonił go w lekarskim. Gdzie siedział Przemek lecz ani jeden ani drugi go nie zauważyli.
- Czytałem kiedyś...- Zaczął opowiadać Borys. - O Dendze... Denga jest to choroba tropikalna wywołana przez wisus dengi. Objawami są gorączka..
- On miał gorączkę !!!!
- Ból głowy, mięśni, stawów oraz wysypka!
- On miał wysypkę!!! - Komentował.
- Pamiętasz jak miałem odrę?! Taką samą miał ten gość!!!
- O nie !!!
- A czytałem także w odosobnionych przypadkach choroba prowadzi do gorączki krwotocznej!
- A ja czytałem że kłamiesz !!!
- A nie bo  ty nie umiesz czytać !!! 

- No i co?!
- Wróćmy do tematu... DENGI !!!!
- Dengę przynosi komar !!! - Powiedział zapominając o tym że dengę przynosi tylko kilka komarów należących do rodzaju Aedes. *- I nie ma na to lekarstwa!!! 

- Nie ma ?! A jak jesteśmy zarażeni ?!
- Denga to cichy zabójca...jak Falkowicz...- Odezwał się cichy dotąd Przemek.
- Aa aaa !!! - Borys i Adam zaczęli wrzeszczeć i panikować.
- Ej spokojnie... - Powiedział i poczuł ukucie na policzku.- KOMAR !!!

15 minut później Przemek siedział skulony w dużej izolatce (Kartonie po telewizorze z wyciętą dziurą, zaklejoną przezroczystą folią.) a Borys i Adam byli ubrani w strój pszczelarski.
- No toż jusz możemy bic do pacinta i pytać !!! - Powiedział znudzony Borys.
- A więc.  Panie dokturze idziemy ! - Powiedział ordynator Adam i ruszyli.
-  Dzik dobry! - powiedział na wejściu Borys. - Czy ugryzł pana Kumor? 

- Komar ! - Poprawił go pacjent. - Tak . Bo to raz... 
- A co panu jest ? -Zapytał Adam.
- Skąd mam wiedzieć ?! Wy jesteście lekarzami a nie ja! Przyszedłem  do szpitala by mnie zdiagnozowano i wyleczono!
-  Tyż się pytom ! - Zdenerwował się Borys.
- Proszę o zmianę lekarza !!!
- Nie. Ja jestem orynaturem i mówię nie !
- Chyba ordynatorem i zmieniam szpital.  

- NIE ! NIE ! NIE !
- TAK! TAK ! TAK !
- Nie i tyle. - Powiedział i wszedł Falkowicz. - Widzę mój bracie że moje miejsce ci spasowało.
- Oj tak. - Adam gdy tylko zobaczył Falkowicza uspokoił się.
- No więc. Co tu się dzieje?! - Zapytał wyczuwając awanturę.
- Ten Pun ma Dengę !!! - Zaczął panikować Borys. - Nie che się przyznać.
- Dengę ? Chryste panie... Przecież  ten człowiek jest zdrowy.
- Zdrowy ?! Ni jest zdrowy ! - Przyłączył się Adam.
- Dzieci z was. - powiedział po czym przeszedł do Adama.- Przecież to wysypka i to uczuleniowa. - Przepraszam pana na chwilę... - Wyciągnął Adama i Borysa Falkowicz.-Posłuchajcie mnie! Ten człowiek ma grypę.
- Przy grypie nie ma się wysypki !

- Ale jeśli pisze na karcie że pacjent uczulony jest na penicylinę a ty mu ją dajesz to nie dziwi mnie to że dostał wysypki. A teraz marsz przeprosić  pacjenta.
- Ale...
- Bez Ale ! - Wciągnął mężczyzn do sali za ucho.
- Przupruszumy. - Powiedział pierwszy Borys i wyciągnął rękę.
- Przepruszum. - Powiedział drugi Adam.
- Nic się nie stało. - Powiedział pacjent. 

- Idziemy. - Rozkazał Falkowicz.-  Do widzenia. - Powiedział i wciągnął ich do lekarskiego lecz to co tam zobaczył. Czerwony Przemek zamknięty szczelnie w kartonie.
- Nie !!!  - Zaczął wrzeszczeć Adam gdy Borys chciał wypuścić Przemka. - Stój !!! Ja chce go otworzyć. - Dodał po czym podszedł i otworzył Przemka który momentalnie zmienił kolor z czerwonego na naturalny.
-Dziękuje. A co ta zaraza tu robi. - pokazał palcem na Falkowicza.
- Przedszkolanka pana nie uczyła że palcem się nie pokazuje?
- Nie !



Tą część napisałam w 15 minut gdyż miałam przypływ weny- Dzięki waszym cudownym komentarzom- Planowałam że będę dodawać powoli FaWi a  teraz nawet nie dałam Wiki :o Ale nie pasowała by do tej części ale około 25 części będzie już troszkę FaWi.
Z góry uprzedzam że moje opowiadanka nie będą sklejały się z serialem ponieważ nie wiedziała bym co pisać, ponieważ w serialu Falkowicz umiera, Wiki wychodzi za Tomka, Kinga zostawiła Falkowicz bo nie nadaję się  na  pielęgniarkę a jest patologiem, Hana zdradza Piotra z Radwanem (Lubię trochę HaPi a że nie ma FaWi to oglądam dla Falkowicza i HaPi) a jedną jak dla mnie dobrą sprawą jest Ola i Janek bo Przemka i Olę łączy tylko Frania (Wiem że wiele osób z tym się nie zgodzą ale Ola pasuje do Janka), od jakiegoś czasu w NDiNZ  nie pojawia się Borys, Adam jest z umierającą Romą (Tak, nie odpowiada mi to ponieważ polubiłam ich wątek), Klaudia została zwolniona, Coś czuję że jeśli Zuza wróciła wrócą kłopoty. Lena i Witek... Hm.. Ta para jest Ok, lubię ich ze względu na Falka który zasługuję na ojca. Agata powinna odczepić się od Witka i iść do Marka którego także nie widziałam dawno w serialu. Nie wiem co się stało z tym wszystkim ;( Mam nadzieje że to się ułoży.
Ps. Przepraszam za rozpisanie się ale nie umiałam zostawić tego co mnie gryzie w środku, a gryzie mnie bardzo.
Pozdrawiam gorąco :*
Oliwia :* :* :* 








sobota, 18 października 2014

Kocham Cię.

Szedł wolnym krokiem po parku i zastanawiał się  nad swoim życiem... Nad Wiktorią, ślubem, wybuchem i cudownym uzdrowieniu... A szczególnie nad tym że Kinga najpierw była w nim po uszy zakochana, później szantażowała go i prosiła o ślub, zgodził się. Następnie wspólne zamieszkanie... I wybuch... Na początku go chroniła ale gdy dowiedziała się że umiera to go zostawiła... Wyzdrowiał wróciła... Albo nie chciała zostać wdową albo go nie kochała... Szedł tak jeszcze 15 minut gdy usłyszał głos Kingi. Siedziała ona obściskując się na ławce za drzewami z Tomaszem, mężem Wiktorii. Wycofał się. Chciał uciec ale chciał także udowodnić Wiktorii że to on powinien być jej mężem a nie Tomasz. Wrócił się i zaczął fotografować Kingę całującą się z Tomaszem.
K: Andrzej...To nie tak !!! - Zaczęła bronić się Kina gdy tylko zauważyła Falkowicza.
F: A jak? - Zapytał spokojnie a Tomasz wstał z ławki i zaczął uciekać lecz Falkowicz dogonił go w ułamku sekundy i zaczął tłuc pięściami po twarzy. Uradowana Kinga stała i oglądała z naiwnością że mężczyźni biją się o nią. - Jak mogłeś zrobić to Wiki ?!
K: Wiki ?! Ja  jestem twoją żoną nie Wiki !!! Ty bijesz się o mnie nie o nią !
F: A właśnie że o nią !  - Wstał a Kinga rzuciła się z łapami na niego. - Kobiet nie bije.
K: Andrzej ja cię kocham  !!! - Płakała Kinga.
F: Chyba zacznę bić kobiety!
K: Kocham cie !!! Wariacie mój..- Rzuciła go.
F: Mnie czy moje pieniądze ?! - Zaśmiał się i poszedł  szukać Wiktorii a Kinga wróciła do nie przytomnego Tomka.
K: Tomuś.... Kochanie... A kuku ... Kochanie? Tomek ?! - Zaczęła panikować Kinga.- On nie żyje!!! Pomocy!!! Andrzej on jest nie przytomny !!!
F: Ja mogę go tylko dobić ! - Usłyszała głos mężczyzny z daleka.
_______________________________________________________________

F: Adam ! Gdzie jest Wiktoria ?! 

Ad: A była tam ! - Pokazał palcem na korytarz.- A była tam ! - Pokazał palcem na sale operacyjną. - A jest tam! - Pokazał palcem na pokój lekarski.
F: Wiki !!! - Wpadał do pokoju lekarskiego kobieta nic się nie odezwała wyjął telefon i pokazał zdjęcia całujących się lekarzy.
W: Nie... To nie możliwe !!! - Usiadła i oparła głowę o ramie profesora. - Gdzie jest Tomek?
F: Nie wytrzymałem.. Wiki on leży w parku... Ja nie wiem czy żyje...?
W: Popierdoliło ?! - Wstała jak oparzona i zaczęła biec do parku jak najszybciej umiała. Dobiegła do pierwszej ławki i ujrzała Tomasza siedzącego obok Kingi która ścierała mu krew z twarzy. Podeszła do nich bez słowa odsunęła Kingę. - Potłuczony jesteś. Nos nie jest złamany.- Powiedziała poważnie. I uderzyła go z całej siły w nos. - Teraz złamany. - Powiedziała śmiejąc się. - Tomaszu mój kochany jeszcze jedno...- Rzepecki zasłonił się.- Ty załatwiasz rozwód.- Powiedziała i odeszła. Miała mętlik w głowie, nie wiedziała co myśleć. Ślub 2 miesiące temu a on już zdradza. - O Boże... Przecież on mnie zdradził dzień po ślubie, nie... - Do głowy przychodziły jej różne myśli a wszystko układało się w logiczną całość. Tomasz przed ślubem miał mnóstwo wyjazdów, Szwecji do ,,Cioci'', Do Krakowa do ,,Rodziny''... Po ślubie także miał takie wyjazdy... - Boże co ja w nim widziałam.- Żaliła się do Agaty.
Ag: Wiki... A co Falkowicz widział w Kindze?
F: Ojca, sławę, szantaż... - Do lekarskiego wszedł Falkowicz i odpowiedział na pytanie Agaty.
Ag: Dzień dobry, profesorze.
F: Dobry? Wspaniały.
W: Wspaniały ?! Żona pana zdradziła !
F: I tak jej nie kochałem. Ale Wiki... Teraz możemy być razem, ja nie mam żony ty nie masz męża... Spójrz na za okno... Jaka piękna pogoda... - Powiedział wesoły.
W: Po pierwsze: Razem. Nie wiem bardzo. Po drugie: Pogoda ?! Pada deszcz.
F: Eureka... Deszcz? Deszcz to opad atmosferyczny dosięgający powierzchni ziemi, w postaci kropel wody o średnicy większej niż 0,5 mm. Lecz gdy krople są mniejsze niż 0,5 mm opad taki nazywa się mżawką. - Powiedział siadając obok Wiktorii.
W: No tak... - Powiedziała i delikatnie się uśmiechnęła.
A: Przepraszam pan Tomasz ma zawroty głowy i potrzebna jest konsultacja...
Ag: Siedź Wiki ja pójdę. - Powiedziała i wyszła. 

W: Okey.
F: Dasz mi drugą szansę? - Zapytał nie śmiało.
W: Nie chcę się z nikim wiązać... Ja jestem świeżo po ślubie, planowaliśmy założyć rodzinę, mieć  duży dom i psa...
F: Wiki, ze mną też możesz założyć rodzinę, kupię ci duży dom.. I psa...
W: Andrzej proszę..
F: Okey... Nie da się słownie, spróbuję inaczej. - Powiedział i wyszedł...

___________________________________________________________________

F: Wiki! Mogę  cię na chwilkę prosić? Sekundę...
W: O nie ! Jestem po pracy.
F: To nie o pracę, chodź.
W: O boże jaki...Piękny - Powiedziała gdy zobaczyła małego jorka.- Ale to jest przekupstwo.
F: Wiktoria błagam...
W: Dziś Tomasz mnie zdradził a ty już mi związek proponujesz?!
F: Proszę.
W: Za miesiąc dam ci odpowiedź...
F: Yhm. Za miesiąc powiesz nie. Dzięki.
W: Andrzej! - Nic nie odpowiedział tylko ruszył przed siebie. - Kocham cię ale czekaj.-Podeszła do mężczyzny i pocałowała go namiętnie....-  Czekaj na mnie.
F: Czyli mam ci dacz czas a ty odpoczniesz, rozwiedziesz się, ja się rozwiodę i będziemy razem?
W: Tak. - Powiedziała z uśmiechem którego nigdy nie miała na sobie od kąt była z Tomkiem.
F: Będę czekał ale pieska już sobie weź.- Zaśmiał się radośnie i odszedł.
W: Andrzej... -  Wrócił się.- Przepraszam że cie zostawiłam dla niego...
F: Kocham cie. - Uśmiechnął się i odszedł.
 ________________________________________________

Od tych wydarzeń minęły już  dwa lata... Wiki tak jak powiedziała tak zrobiła po równym miesiącu mimo iż nie miała jeszcze rozwodu wprowadziła się do Falkowicza. Zaszła w ciąże 3 miesiące później i urodziła piękną dziewczynkę Martę. Zaraz po narodzinach zaczęła się budowa ich nowego domu...
Tomasz wyjechał do Iraku i do dziś nie wrócił. 

Kinga zaręczyła się ze świeżo poznanym profesorem, bogatym.



Kochani jest to jednoczęściówka którą wymyśliła moja cudowna przyjaciółka z Fb. Za co jej serdecznie dziękuje bo gdyby nie ona nie było by do dziś nic ponieważ nie mam pomysłów.
Ja to opowiadanko tylko rozszerzyłam...
Ps. Liczę na komentarze :) Które są dla mnie wszystkim.

Zapraszam na aska ask.fm/pisarka17 








piątek, 3 października 2014

Opowiadanie cz.18

                                                           Cz.18
                                                    ~Pod jarałem się~



Następnego dnia Wiktoria dyżur zaczynała o godzinie 6:30, gdy tylko się zjawiła doznała szoku...
Od wejścia witali ją pacjenci pytający ją o profesora Falkowicza, a gdy tylko odpowiadała że profesora Falkowicza nie ma i że zastępuje go jego młodszy Adam Krajewski, to albo wychodzili ze szpitala, albo pytali się o osobę dyżurującą, albo odchodzili w nie wiadomym kierunku albo po prostu prosili ją o konsultację w trybie natychmiastową.
Weszła do lekarskiego i mimo że dopiero zaczynała dyżur miała już dość...
Ag: Wiki !!! Adam się pali !!! - Wpadła i zaczęła ciągnąć Consalide w stronę drzwi do gabinetu Adama, lecz rudowłosa kobieta nie umiała się ruszyć, śmiech ją zablokował.
W: Idę...- Dusiła się ze śmiechu. Do gabinetu dotarły w 10 minut i zobaczyły Adama z obalonym kitlem i koszulą. - Co ty zrobiłeś ?- Zapytała próbując spoważnieć.
Ad: U profesora Falkowicza znalazłem cygara.. - Próbował powiedzieć każde słowa idealnie, tak jak kazał mu Falkowicz, tak ,,Ą - Ę''
W: I ...? - Zapytała przewijając oczami co Adam rozumiał doskonale.
Ad: Pod jarałem się ... - Powiedział śmiejąc się głupio lecz gdy tylko dotarło do niego że jest ordynatorem odchrząknął  po czym  obejrzał się za siebie i przypomniał sobie o szafce której Falkowicz nigdy nie pozwolił mu otwierać...- Możecie już iść? Izba czeka.
Ag: Co ty wymyśliłeś?
W: Chodź ! Nie pytaj bo się rozmyśli. - Zaśmiała się i wyszła ciągnąc za sobą Agatę.
Ad: No kurwa.. Co tam jest ?! - Zaśmiał się i zaczął szukać kluczy. - Myśl jak Falkowicz... gdzie on mógł schować klucz... Jest !!! - Zaśmiał się i wyciągnął klucz z doniczki gdzie był przysypany leciutko ziemią. Otworzył szafkę i ujrzał w niej najzwyklejszy koc i poduszkę.

****************************************************************

PI: Hana!!! - Krzyczał za kobietą Piotr. - Poczekaj. - Stanęła a gdy tylko ją dogonił ujrzał że jej oczy
są we łzach. - Co się stało? - Powiedział lecz po chwili dostrzegł że to łzy szczęścia.-Hana?
H: Jestem w ciąży! - Rzuciła mu się na szyję i rozpłakała.
Pi: Ciąży? Hana... Chodź do domu... Hana... trzeba to uczcić !!!
H: Ja nie mogę pić. - Pocałowała Piotra w policzek. -Musisz poczekać kończę dopiero za 15 minut.
Pi: Dobrze, ja pójdę...Pójdę...- Zaczął się cieszyć i prawie że skakać ze szczęścia.
H: Spokojnie.- Uśmiechnęła się i odeszła w swoją  stronę znów Piotr wpadł do lekarskiego w którym siedziała Wiktoria i rzucił się na nią prawie płacząc ze szczęścia.
W: Co jest? - Odsunęła się i spojrzała na Piotra krzywo.
PI: Hana jest w ciąży !!!
W: Super... gratulacje. - Powiedziała a Piotr wybieg dalej. - Super... - Powtórzyła w myślach i usiadła na kanapie rozmyślając..- Niech ich szlak trafi..- Powiedziała a łzy, tym razem nie szczęścia napłynęły jej do oczu zdając sobie sprawę że nie ma już nikogo..Agata i Marek, Adam i jego panienki, Przemek i Ola, Piotr i Hana a ona i ... - Falkowicz.- Zakrztusiła się kawą i zaczęła wypełniać dokumentacje.
Ad: Pa...No...Pano,..Panno Cons... Panno ... Wiki !! No !!!
W: Co? -Zapytała znudzona.
Ad: Bo ja.. Chciałem jeszcze raz spróbować cygara a byłem w archiwum.. I ..
W: Spaliłeś  archiwum?!
Ad: Nie... ale zadymiłem i przyjechała straż.
W: Adam?! -Zapytała wściekła.
Ad: Nie no... po prostu... A nie ważne ja już pójdę...
W: Okey.. - Zdecydowała że nie będzie wnikać bo wyjdzie gorzej niż jest.

******************************************************************

G: Dziękuje profesorze za udaną operację.
F: Nie ma za co... 100 tysięcy i będziemy kwita.
G: A może przysługa za przysługa? - Nalegał Gąsowski.
F: Chyba nie każe mi się pan powtarzać?
G: Nie, przepraszam. - Powiedział i wypisał czek, podał go Falkowiczowi a Falkowicz chwycił go i bez słowa uznania poszedł do auta i odjechał. - Cały Falkowicz... - Powiedział i odszedł.

**********************************************************************

O: Przemek ja muszę ci coś powiedzieć ! - Dobijała się Ola.
P: Co ?! Wiem że jesteś  w ciąży. Wiem że mnie zdradziłaś z tym...
O: Będziemy mieli drugie dziecko!
P: Ja czy ten...?!
O: Ty ! Kocham cię ! Obudź się ! Ja cie nie zdradziłam.
P: Ola.. Proszę cie... Chce test na ojcostwo. !
O: Przemek, dlaczego ty mi nie ufasz? ja cie kocham...- Zemdlała...

************************************************************


Kochani jest to część inna niż zwykle ponieważ mieszkałam inne wątki gdyż na razie nie mam pomysłu na FaWi lecz mimo wszystko  mam nadzieje że wam się podoba.
Opowiadanie to miałam w planach dodać 5 października lecz dodałam dziś  gdyż  nie wiem czy w niedziele będę umiała się  skupić. ( Ze względu na ,,Czas Honoru''Który oglądam nałogowo)
Także myślę  że część wam się  podobała. Liczę na pozytywne komentarze które dają mocnego kopa, i aż chcę się  pisać.
CZĘŚĆ TA JEST DEDYKOWANA WSZYSTKIM KOMENTUJĄCYM.